Smak Varanasi. Gorzko- kwasny. Poranna przeprawa przez miasto. W tlumie. Powolna wyprawa donikad. Z kazdej strony Varanasi wyglada tak samo- gdzie sie nie obejrzysz twarze ludzi- mlodych i starych, bogatych i biednych, zywych i umarlych, na ziemi i na bambusowych noszach, na rikszach i na wlasnych nogach, na kolanach. Reka w reke, ramie w ramie….
17/10/10
O trzynastej miejscowego czasu docieramy do Varanasi. Atakuja nas rikszarze i wlasciciele hoteli. Przekszykuja sie w ofertach i cenach, oferuja najlepsza obsluge. Potem ustawiaja sie do nas w kolejsce starcy i zebracy, ludzie prosza o zdjecie, blysk flesza razi nas w oczy. A wiec jestesmy tu. Z godzinnym opoznieniem dotarlismy do miejsca, ktore dla Hindusow…
14/10/10 [podroze rownolegle]
zeskrobuje kurz z zabrudzonych stop. przygladam sie palcom wykreconym to w prawo do w lewo, posiniaczonym kostkom, pecherzom na piecie. podroz musi cos z ciebie zabrac, aby cos mogla z siebie dac. podroz to przemieszczanie sie w czasie- tym rzeczywistym, mierzonym zegarkiem na rece, czasem spoznionym, czasem pozwalajacym minutom zbyt szybko uciekac przez palce i…
07/10/10
O osmej sniadanie w lokalnym barze. Paranta i mleczna herbata. Bar przypomina nieco prowizoryczna szope, zbudowana z kilku drewnianych pali, otoczona brudnym lnianym materialem, zwienczona dachem pokrytym plandeka. Kamienny piec, butla gazowa z kilkoma palnikami, do tego beczka z woda, kilka stolow i drewnianych lawek to jej glowne wyposażenie. Menu rownie proste jak wnetrze baru-…
06/10/10
Wczesnym rankiem wyruszamy do Manikaran. Dluga, zmudna, meczaca podroz w zatloczonym lokalnym autobusie. Wiekszosc pasażerów to miejscowe dzieciaki podążające do oddalonej o kilkanaście kilometrow miejscowości, odgrodzonej od Rewalsar pasmem stromych, zalesionych gor. Tlok, gwar i skwar wynagradzaja nam zapierające dech w piersiach widoki. Duzo zdjęć, ujec, raj dla oczu. Krotki postoj w Mandi, potem kontynuacja…
04/10/10
Thukpa i tybetańskie buleczki z miejscowej piekarni na sniadanie. Czarna herbata na wzmocnienie. Kolejny słoneczny dzien. Spokojny poranek. Po ulicach spaceruja malpy i buddyjscy mnisi. W kilku restauracjach reklamowanych przez Lonely Planet przesiaduja zagraniczni turyści delektujący się indyjska kawa. Dzieciaki wędrują do szkoly, zatrzymuja się przed świątyniami, modla, zapalaja kadzidełka. Bezdomne psy gromadza się w…
03/10/10
O szostej pobudka. Samoistna, sama przez się. Kilku buddyjskich mnichow medytuje nad jeziorem. Pierwsze promienie słońca dotykaja tafli wody. Turysci stoja w kolejce do umywalki. Kucharze podgrzewaja olej na olbrzymich, żeliwnych patelniach. Przygotowuja ciasto na chapati i pharanty, obieraja ziemniaki, gotuja czaj na malym ogniu. Rewalsar otwiera oczy. O poranku wszystko wyglada tu spokojniej i…
02/10/10
Po obfitym sniadaniu wyruszamy dalej. Riksza do Manali, potem lokalnym autobusem do Mandi. Towarzyszy nam kilku zagranicznych turystow, poza tym sami swoi. Nasze olbrzymie plecaki przykuwaja uwage- trzeba przyznac przesadzilismy chyba z zakupami. Po prawie dwugodzinnej jezdzie docieramy do Kullu. To prawie dwudziestotysięczne miasteczko położone nad Sarvari znane jest przede wszystkim jako centrum produkcji szali,…
01/10/10
Ostatni dzien w okolicy. Zegnamy się z codziennymi widokami, ludzmi, miejscami. Z przerażeniem patrzymy na nasze plecaki, wypchane do granic wytrzymałości- rezultat shopoholizmu; Indie oferuja jednak zbyt wiele pieknych, gustownych rzeczy, by przejść wokół nich obojetnie. Po sniadaniu po raz ostatni wyruszamy do Old Manali. Po tygodniu droge przemierzamy prawie z zamknietymi oczami. Ostatnie zakupy,…
30/09/10
Hustawka nastrojow. Nerwowka. Odpoczywamy od siebie po swojemu. Pranie, mocna kawa na sniadanie, kapiel, lektura lokalnej prasy, spacer nad brzegiem rzeki, drzemka pod jablonia. Przypadkowe znajomości, obserwacje, zalegle notatki, plany na przyszłość. Rozmowy z samym soba. Wedrowki w te i we w te. Slodkie ciasteczka. Napoj chodzący. Ostatni dzien miesiąca. W Polsce już zapewne jesien,…
