Trzy tygodnie pozniej wszystko wyglada normalniej. Krowy i malpy na ulicach, bezdomni i dewoci, tybetańscy handlarze, tlumy zagranicznych przechodniow w kolorowych strojach, setki riksz i taksowek, dźwięk klaksonow i wrzask dzieci w lokalnej szkole wydaja się rzecza powszednia i naturalna, oddajaca sacrum tej przestrzeni, tego czasu, tej społeczności. O szostej trzydzieści Mc Leod Ganj budzi…
17/09/10
Na sniadanie samosy i tybetanski chleb z dzemem. Herbata u ulicznego handlarza z niedomytej szklanki. Mieszkancy Mac Leod Ganj narzekaja na brak wody, stad sa bardzo oszczedni i zakręcają kurki przy każdej sposobności. Wysoko w gorach pierwsze oznaki burzy. W`dolinie mgla i lekki, ale przyjemny wiatr. Szczekanie psow, muczenie krow, placz budzonych do szkoly dzieci….
16/09/10
Zakupy, zakupy, zakupy. W jednym miejscu setki miejscowych wyrobow wykonanych przez lokalnych rzemieślników. Przepieknych, gdzie zadbano o każdy szczegół i każdy gust- nawet najbardziej wybredny. Dla Europejczyka to istny raj- nie tylko artystyczny, ale i cenowy. Dla miejscowego sprzedawcy- szansa na zarobek, pewność, ze będzie miał jutro włożyć cos do garnka i wykarmic liczna rodzine….
14/09/10
Pozne sniadanie w oswojonej już i przyjaznej restauracji. Jajecznica i tybetanski chleb z miodem. Mietowa herbata. Mala coreczka właścicieli lokalu śmiało nawiazuje z nami kontakt. Nieswiadoma obcości, naiwnie otwarta. Dziecinna. Szczera. Potem spotkanie z lekarzem. Powazanym i znanym, osobiscie bowiem leczyl Dalai Lame, duchowego przywodce Tybetu. W gabinecie tlumy. Wszyscy Czekaja z niecierpliwością na swoja…
13/09/10
Wysoko w gorach, burza. Nizej, w dolinie, rzesisty deszcz. Szosta trzydziesci rano. Nabieram oddechu. Wiatru w pluca. Krajobraz we mgle wydaje sie bardziej odlegly niz jest w rzeczywistosci. Cisza. Nieabsolutna, bo miedzy kroplami deszczu, kaszlem porannych przechodniow, rykiem krow i poszczekiwaniem psow. Sniadanie w lokalnej restauracji. Obserwacja zycia za oknem miedzy jednym a drugim kesem….
12/09/10
Wczesnym rankiem riksza z Dharamkot to Mc Leod Ganj. Stromym zboczem staczamy się ku realnemu swiatu, otwieramy oczy na to, co przez dziesięć dni było tylko rezultatem wyobrazni. Nekaja nas mieszane uczucia- odnaleźć w sobie tyle sily, by wystarczylo ruszyc naprzeciw Zyciu Tu i Teraz. Nie było tkliwych pożegnań, dlugiej listy podziękowań, początków dobrze rokujących…
27/08/10
O osmej rano, po sniadaniu w lokalnej spelunie, opuszczamy senna i brudna Bairawe. Za sto nepalskich rupii jedziemy riksza do granicy z Indiami. Podnieceni, pelni nadziei i nowych, pozytywnych wrazen z radoscia patrzymy w przyszlosc. Rikszasz poci sie ze zmeczenia, omija dziury w jezdni, starajac sie dac nam jak najwiecej komfortu. Mjaja nas jipy i…
22/07/10
Budzimy sie wczesnym rankiem na zielonej polanie. Slonce dzisiaj zimne, ale jak to w gorach, moze sie to wkrotce zmienic, pogoda plata tu czesto figle- jak dzieci. Parowka na sniadanie, lyk mineralnej wody. Wizyta w bulgarskim sklepie, rozmowa lamana bulgarszczyzna z mila sklepikarka. Przepierka. Grupa cyganskich dzieci laknie rozmowy, wymieniamy sie usmiechami i pokracznie kleconymi…
20/07/10
Poranny spacer po Arbanasi. Waskie uliczki, sterczace, czerwone dachy tradycyjnych chalup, dzikie sady i opuszczone zagrody i mnostwo hoteli, hotelikow i zajazdow, restauracji i barow, kramow z pamiatkami i antykami. Gubimy sie wsrod kamiennych plotow, jak w labiryncie szukamy drogi wyjscia, spotykamy miejscowych chlopow i zagranicznych gosci. Ciepla herbata i swieze pieczywo na sniadanie. Droga…
19/07/10
Do Veliko Tarnova dojeżdżamy o swicie. Mala stacyjka oddalona jest od miasteczka kilka kilometrow. Wokół cisza miarowa, gory oddychaja spokojnym, wlasnym rytmem. Nawet pociagi wiezdzaja na perony cichutko, aby nie zakłócić spokoju tego miejsca. Dobra kawa z dworcowego automatu, ostatnie kawalki wczorajszej pizzy na sniadanie, krotka lektura rozkładów jazdy i cennikow. Mgla powoli opada, niebo…
