Thukpa i tybetańskie buleczki z miejscowej piekarni na sniadanie. Czarna herbata na wzmocnienie. Kolejny słoneczny dzien. Spokojny poranek.
Po ulicach spaceruja malpy i buddyjscy mnisi. W kilku restauracjach reklamowanych przez Lonely Planet przesiaduja zagraniczni turyści delektujący się indyjska kawa. Dzieciaki wędrują do szkoly, zatrzymuja się przed świątyniami, modla, zapalaja kadzidełka.
Bezdomne psy gromadza się w stada. Wysoko, na wzgorzu, waskimi drogami zjeżdżają do miasta autobusy z pielgrzymami.
Duzo dzisiaj pisania, myslenia, odzyskiwania wspomnien. Duzo slow, zdan, opowieści. Duzo wody mineralnej i koli. Pyszna kawa na przeczyszczenie umysłu. Skleroza nie boli, ale zawadza. Czasy zaprzeszle powracaja z trudem do teraźniejszości.
Na obiad thali, pyszna i olbrzymia porcja z duza ilością cebuli i chappati. Przyjemna obsluga, przyjacielska i pokorna.
Bosniacki film na deser, mala odskocznia od rzeczywistości tu i teraz, przerwa na poludniowa Europe, liryczna opowiesc o zyciu bośniackich kobiet po utracie swych mezow podczas jugoslawianskiej wojny w malenkiej, podupadlej wiosce. Wzruszenie i poruszenie. Lza.
Wieczorny spacer po Rewalsar. Herbata w pobliskiej kawiarence. Dwunastoletni chlopiec w roli dorosłego. Kelner i kucharz. Na scianie duzy poster- krajobraz gor i jezior, statki i samoloty, w lewym dolnym rogu zdjecie chłopaka, który robi nam herbate. Ponad duzy, przemawiajacy napis- nadzieja jest podstawa zycia- ciezka praca doprowadzi cie do bogactwa.
Jak malo dzis znacza te święte slowa. Tutaj, w Indiach, w Rewalsar, w tej malenkiej kawiarence, w sercu dwunastoletniego chłopca urastaja one do rozmiarow Prawdy.
