Gdy w nocy przyśniło mu się, że wypadły mu trzy zęby, spakował plecak i zaczął uciekać. Szedł może trzy godziny zanim stwierdził, że jest bezpieczny. Na przystanku autobusowym rozłożył karimatę, zasnął wtulony we wnętrze śpiwora. Do rana zostało mu może dwie godziny. Chciał się obudzić przed pierwszym autobusem w stronę miasta, aby nikogo nie spotkać….
28/11/10 [śnieg]
gdy widzę śnieg, cieszę się jak dziecko. wyciągam język i łapię białe płatki w locie. spijam z nich krople, a resztę wydycham. lubię przyglądać się obłokom pary; zmazuję resztki ciepła wilgocią rąk. potem tarzam się w zaspach- nauczyłem się tego od psów pasterskich w szwajcarskich alpach; nacieram twarz garścią białego puchu, hartuję się na zimę….
27/11/10 [książka]
życie pisze historię, historia pisze książki. najpierw musiałem ją dokładnie obwąchać , poczuć zapach drukarskiej farby, wzrokiem ogarnąć każdą literę, słowo, zdanie, wiersz, akapit i rozdział. czasami trwało to miesiącami; siedziałem jak zaklęty pod kocem i połykałem treść, mlaskałem językiem gdy mi nie smakowało, potem wracałem do słowa, próbowałem ponownie go strawić i wypluć niejadliwe…
26/11/10 [autobus]
z domu do przystanku autobusowego miał niespełna kilometr drogi, ale i to wydawało się dystansem nie do pokonania o tej porze dnia. Latarki nie miał, a uliczne lampy zgasły jeszcze wczoraj. Szedł chwilę we mgle, modląc się by nie wdepnąć przypadkiem w krowią kupę, potem przestał się modlić, bo poczuł pod podeszwą miękką i śliską…
26/10/10
Herbatniki i goraca herbata na sniadanie. Z Sanchi wyruszamy lokalnym autobusem do Bopalu. Po godzinie jazdy docieramy do celu. Bopal to miejsce o posmaku islamu. Wyczuwa sie to na kazdej ulicy, na kazdym kroku.Meczety wpisuja sie w krajobraz wyraznie, architektura islamska wyroznia miasto sposrod wielu innych w Indiach. Niezmienny jest chaos na ulicach i wszechobecny…
22/10/10 [appendix]
Z Sarnath wracamy pociagiem osobowym do Varanasi. Dziesieciokilometrowa trase przemierzamy w… cztery godziny. Z biletem za dwie rupie rozkoszujemy sie kontaktem z pasazerami glownie stad, zadnych turystow- szybko stajemy sie obiektem zainteresowania miejscowych. Zaatakowani krzyzowym ogniem pytan powoli oswajamy ciekawskich, z niektorymi nawiazujemy nawet przyjacielskie relacje; jednych interesuje ogolona glowa agnieszki, innych moja nieogolona broda….
22/10/10
Chleb na parze w tybetańskiej restauracji godny polecenia. Dobry i pozywny. Do tego omlet z pomidorem, i czarna kawa- od jakiegos czasu nieodłączny dodatek do każdego posilku. Remanent w plecakach, po wnikliwych obliczeniach- cala szafa nowych ubran. Do Indii wjeżdżaliśmy z dwunastokilogramowymi plecakami, teraz zwiększyły one wage co najmniej dwukrotnie- odczuwaja to i plecy i…
21/10/10
Pozne tybetańskie sniadanie. Zwiedzamy Sarnath szlakiem buddyjskich świątyń. Mijamy wysoka Damek stupe, Chaukandi stupe, ruiny starejMulagandhakuti vihary i jej nowa wersje, Ashoka pilar, przechodzimy obok muzeum archeologicznego, parku jeleni z niewielkim stawem pelnym krokodyli, kilku restauracji dla zgłodniałych turystow i pielgrzymow. Wzdluz trasy ciekawe kawiarnie z piecami glinianymi wlasnej roboty, okazja na indyjska herbatke z…
20/10/10
Wspolnie z japonska turystka Mai jedziemy do Sarnath. Mijamy gliniane domy, spacerujace wzdluz drogi matki z dziecmi wyciagajacy rece po kilka rupii, przeciskamy sie pospiesznie przez tlumne i chaotyczne ulice, jadac raz pod prad innym razem z pradem. Byle do celu. Sarmarh to mala wioska polozona ponad dziesiec kilometrow na polnoc od Varanasi, z malenka…
19/10/10
Onion dosa na sniadanie. Przekaska bardzo na miejscu. Wizyta w Manikarnika Ghat. Cialopalenie. Obok siebie trupy bezdomnych i dostojnikow, laczy ich ogien, dzieli jakosc drewna, olejkow i liczba gapiow. Troche turystow, rodziny zmarlych, zakaz fotografowania, hinduski aparthaid, po lewej miejsce dla swoich, po prawej dla obcych. Cial kobiet w ciazy,sadu, dzieci i ukaszonych przez kobre…
