Skip to content
Bogdan Miklusz
Menu
  • Home
  • BIO
  • Publikacje
  • Blog
  • Contact
Menu

02/12/10 [zjawa]

Posted on 2 grudnia 2010 by admin

Gdy w nocy przyśniło mu się, że wypadły mu trzy zęby, spakował plecak i zaczął uciekać. Szedł może trzy godziny zanim stwierdził, że jest bezpieczny. Na przystanku autobusowym rozłożył karimatę, zasnął wtulony we wnętrze śpiwora. Do rana zostało mu może dwie godziny. Chciał się obudzić przed pierwszym autobusem w stronę miasta, aby nikogo nie spotkać….

Continue reading

28/11/10 [śnieg]

Posted on 28 listopada 2010 by admin

gdy widzę śnieg, cieszę się jak dziecko. wyciągam język i łapię białe płatki w locie. spijam z nich krople, a resztę wydycham. lubię przyglądać się obłokom pary; zmazuję resztki ciepła wilgocią rąk. potem tarzam się w zaspach- nauczyłem się tego od psów pasterskich w szwajcarskich alpach; nacieram twarz garścią białego puchu, hartuję się na zimę….

Continue reading

27/11/10 [książka]

Posted on 27 listopada 2010 by admin

życie pisze historię, historia pisze książki. najpierw musiałem ją dokładnie obwąchać , poczuć zapach drukarskiej farby, wzrokiem ogarnąć każdą literę, słowo, zdanie, wiersz, akapit i rozdział. czasami trwało to miesiącami; siedziałem jak zaklęty pod kocem i połykałem treść, mlaskałem językiem gdy mi nie smakowało, potem wracałem do słowa, próbowałem ponownie go strawić i wypluć niejadliwe…

Continue reading

26/11/10 [autobus]

Posted on 26 listopada 2010 by admin

z domu do przystanku autobusowego miał niespełna kilometr drogi, ale i to wydawało się dystansem nie do pokonania o tej porze dnia. Latarki nie miał, a uliczne lampy zgasły jeszcze wczoraj. Szedł chwilę we mgle, modląc się by nie wdepnąć przypadkiem w krowią kupę, potem przestał się modlić, bo poczuł pod podeszwą miękką i śliską…

Continue reading

26/10/10

Posted on 26 października 20106 października 2021 by admin

Herbatniki i goraca herbata na sniadanie. Z Sanchi wyruszamy lokalnym autobusem do Bopalu. Po godzinie jazdy docieramy do celu. Bopal to miejsce o posmaku islamu. Wyczuwa sie to na kazdej ulicy, na kazdym kroku.Meczety wpisuja sie w krajobraz wyraznie, architektura islamska wyroznia miasto sposrod wielu innych w Indiach. Niezmienny jest chaos na ulicach i wszechobecny…

Continue reading

22/10/10 [appendix]

Posted on 22 października 2010 by admin

Z Sarnath wracamy pociagiem osobowym do Varanasi. Dziesieciokilometrowa trase przemierzamy w… cztery godziny. Z biletem za dwie rupie rozkoszujemy sie kontaktem z pasazerami glownie stad, zadnych turystow- szybko stajemy sie obiektem zainteresowania miejscowych. Zaatakowani krzyzowym ogniem pytan powoli oswajamy ciekawskich, z niektorymi nawiazujemy nawet przyjacielskie relacje; jednych interesuje ogolona glowa agnieszki, innych moja nieogolona broda….

Continue reading

22/10/10

Posted on 22 października 2010 by admin

Chleb na parze w tybetańskiej restauracji godny polecenia. Dobry i pozywny. Do tego omlet z pomidorem, i czarna kawa- od jakiegos czasu nieodłączny dodatek do każdego posilku. Remanent w plecakach, po wnikliwych obliczeniach- cala szafa nowych ubran. Do Indii wjeżdżaliśmy z dwunastokilogramowymi plecakami, teraz zwiększyły one wage co najmniej dwukrotnie- odczuwaja to i plecy i…

Continue reading

21/10/10

Posted on 21 października 2010 by admin

Pozne tybetańskie sniadanie. Zwiedzamy Sarnath szlakiem buddyjskich świątyń. Mijamy wysoka Damek stupe, Chaukandi stupe, ruiny starejMulagandhakuti vihary i jej nowa wersje, Ashoka pilar, przechodzimy obok muzeum archeologicznego, parku jeleni z niewielkim stawem pelnym krokodyli, kilku restauracji dla zgłodniałych turystow i pielgrzymow. Wzdluz trasy ciekawe kawiarnie z piecami glinianymi wlasnej roboty, okazja na indyjska herbatke z…

Continue reading

20/10/10

Posted on 20 października 2010 by admin

Wspolnie z japonska turystka Mai jedziemy do Sarnath. Mijamy gliniane domy, spacerujace wzdluz drogi matki z dziecmi wyciagajacy rece po kilka rupii, przeciskamy sie pospiesznie przez tlumne i chaotyczne ulice, jadac raz pod prad innym razem z pradem. Byle do celu. Sarmarh to mala wioska polozona ponad dziesiec kilometrow na polnoc od Varanasi, z malenka…

Continue reading

19/10/10

Posted on 19 października 2010 by admin

Onion dosa na sniadanie. Przekaska bardzo na miejscu. Wizyta w Manikarnika Ghat. Cialopalenie. Obok siebie trupy bezdomnych i dostojnikow, laczy ich ogien, dzieli jakosc drewna, olejkow i liczba gapiow. Troche turystow, rodziny zmarlych, zakaz fotografowania, hinduski aparthaid, po lewej miejsce dla swoich, po prawej dla obcych. Cial kobiet w ciazy,sadu, dzieci i ukaszonych przez kobre…

Continue reading
  • Previous
  • 1
  • …
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
  • 11
  • …
  • 31
  • Next

IN ENGLISH

  • 01/01/12
    1 stycznia 2012
    Boje sie Nowego Roku; to co zmienne i niepewne napawa mnie lekiem. Coraz czesciej lapie sie na tym, ze zyje w czasie przeszlym. Unikam planow na przyszlosc, narzekam na terazniejszosc. Przeszlosc to […]
kwiecień 2026
P W Ś C P S N
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930  
« lis    

Zaloguj się
© 2026 Bogdan Miklusz | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme