Smak Varanasi. Gorzko- kwasny. Poranna przeprawa przez miasto. W tlumie. Powolna wyprawa donikad. Z kazdej strony Varanasi wyglada tak samo- gdzie sie nie obejrzysz twarze ludzi- mlodych i starych, bogatych i biednych, zywych i umarlych, na ziemi i na bambusowych noszach, na rikszach i na wlasnych nogach, na kolanach. Reka w reke, ramie w ramie. Obok siebie.
Chaos i brod. Halas i kurz. Setki swiatyn i ghatow, roztanczeni pielgrzymi, nerwowi turysci i rikszarze. Ganges niezmienny, prad silny, swieta rzeka laczy zywych i umarlych, swiat stad i stamtad.
Varanasi to miejsce gdzie latwo sie zgubic i trudno sie odnalezc. Niebezpieczne. Tylko dla odwaznych.
Kroczymy za tlumem ludzi, nie wiedzac dokad i po co. Goraco i duszno. Zachmurzenie duze, cisnienie wysokie.
Ganges wzburzony, porywisty jak wiatr. Kolorowe swiatynie rozplywaja sie w oczach, ulice placza, slowa krzycza.
Na cisze mozna liczyc tylko w sobie.
