Onion dosa na sniadanie. Przekaska bardzo na miejscu.
Wizyta w Manikarnika Ghat. Cialopalenie. Obok siebie trupy bezdomnych i dostojnikow, laczy ich ogien, dzieli jakosc drewna, olejkow i liczba gapiow. Troche turystow, rodziny zmarlych, zakaz fotografowania, hinduski aparthaid, po lewej miejsce dla swoich, po prawej dla obcych. Cial kobiet w ciazy,sadu, dzieci i ukaszonych przez kobre sie nie pali, zanurza je sie w Gangesie w calosci, pozwala na dryafowanie na powierzchni wody. Dno Gangesu uslane jest trupami. Swieta rzeka kryje w sobie tajemnice wielu smierci.
Bezrobotni mlodziency oczyszczaja schody ghatu z nanoszonego blota. Krowy zanurzaja sie w wodzie, psy odpoczywaja na schodach, dzieciaki namawiaja do kupna safronu i marihuany.
Wedrujemy od ghatu do ghatu. Starcy proponuja masaz za dziesiec rupii, wlasciciele lodzi spacer po Gangesie za piecdziesiat, sprzedawcy jedwab i przyprawy za 'dobra cene’.
W Varanasi to miejsce niespokojne, pozbawione plynnosci, chaotyczne, nieokielznane, pelne charakteru i osobowosci, duchowosc gryzie sie tu z komercja, bogowie sa tu do kupienia za kilka rupii. Za podpis prawo wstepu do swiatyni, wyznawca hinduizmu mozna stac sie za okazaniem paszportu.
Dwa razy dziennie Varanasi to miasto nadzwyczaj malownicze. O wschodzie i zachodzie slonca, kiedy ludzie w kolorowych strojach gromadza sie nad brzegiem Gangesu i wrzucaja wianki z prosbami do rzeki. Setki fotografow przesciga sie wtedy w wymyslnych kadrach, miliony mmsow ze zdjeciami krazy w mobilnej sieci. Obraz, ktory trzeba zapamietac. Na zawsze.
Dziewiecioletnia dziewczynka sprzedaje pocztowki za piec rupii, naklejki za trzy, mydelka wykradzione z hotelowych lazienek za jedna rupie. Probuje wyzywic wielodzietna rodzine, utrzymac ja przy zyciu, natretnie grymaszac przy kazdym turyscie, z nadzieja na przetrwanie. Kobiety z dziecmi blagaja o mleko dla niemowlat, kawalek chapati. Agnieszka mowi, ze swiat jest niesprawiedliwy. Matki z dziecmi, ze glodne.
Maly Hindus pomaga wujkowi w interesach, sprzedaje szale i koszule, spodnie i bluzki. Zna angielski nie gorzej niz francuski, polski czy rosyjski turysta. Ma kunszt sprzedawcy, umiejetnosc nawiazywania kontaktow i plynnosc wiedzy. Doskonale orientuje sie w psychologii, potrafi wyjsc naprzeciw kazdej potrzebie klienta.
Dwudziestodwuletni Vishnu od kilku lat prowadzi sklep z herbata. Ma przyjaciol na calym swiecie. Pomaga turystom w Varanasi znalezc tani nocleg i droge przez chaotyczne miasto. Jest zadowolony. Nie narzeka na ludzi, brak pieniedzy, jest wdzieczny Bogu, ze mial olbrzymie szczescie spelnic swoje marzenie. Cieszy sie ze swojego malego sklepiku niedaleko Zlotej swiatyni, cieszy sie z kazdej minuty spedzonej z ludzmi. Zyje chwila tu i teraz. Przeszlosc minela. Przyszlosc bedzie. Terazniejszosc JEST.
Dobre nalesniki w kilku lokalnych barach niedaleko Assi Ghatu. Czarna kawa. Potem chowmin na kolacje. Troche deszczu na deser, internet na przekaske. Pozny spacer do domu.
Blizej snu.
