Pozne tybetańskie sniadanie. Zwiedzamy Sarnath szlakiem buddyjskich świątyń. Mijamy wysoka Damek stupe, Chaukandi stupe, ruiny starejMulagandhakuti vihary i jej nowa wersje, Ashoka pilar, przechodzimy obok muzeum archeologicznego, parku jeleni z niewielkim stawem pelnym krokodyli, kilku restauracji dla zgłodniałych turystow i pielgrzymow.
Wzdluz trasy ciekawe kawiarnie z piecami glinianymi wlasnej roboty, okazja na indyjska herbatke z mlekiem lub czarna kawe. Spotkanie z właścicielem sklepu z jedwabiem i mila rozmowa. Opowiesc o jego niemieckiej zonie, podrozach do Europy, roznicach kulturowych, ekonomicznych, religii i współczesnych Indiach.
Odpoczynek w klasztorze, upal niezmienny, wilgotność powietrza nie do opanowania, cisnienie niskie, senność.
Spotkanie z lokalnymi wiewiórkami i jaszczurkami; walka z komarami.
Pyszny obiad w znajomej już tybetańskiej restauracji, poobiednia kawa. Spacer do sąsiedniej wioski poszukiwaniu bankomatu, przeprawa przez blotnista droge, wyścig z rikszami i turystycznymi autokarami.
W tle modlitwa buddyjskich mnichow, dźwięk bębnów i mantry, spiew ptakow i wyrazne, rzezkie bicie serca.
