Gdy zabrakło ciszy, uciekłem w Bieszczady. Ze starej mapy wydarłem kawałek zawieruszonej pod Otrytem przestrzeni, czmychnąłem w świat wytarty z miejskiego gwaru, z opium szeptów, z trajektorii babilońskiego bytu. Wszedłem w samotność, między wgórze a rzekę, z myszą sąsiadką i rysiem, przypadkowym gościem. Nabiłem sobie guza przy rąbaniu drzewa. Wytarłem ranę zimnym śniegiem, ze starego…
