Wczesnym rankiem riksza z Dharamkot to Mc Leod Ganj. Stromym zboczem staczamy się ku realnemu swiatu, otwieramy oczy na to, co przez dziesięć dni było tylko rezultatem wyobrazni. Nekaja nas mieszane uczucia- odnaleźć w sobie tyle sily, by wystarczylo ruszyc naprzeciw Zyciu Tu i Teraz.
Nie było tkliwych pożegnań, dlugiej listy podziękowań, początków dobrze rokujących znajomości. Zostala świadomość siebie, odkryta na nowo, świadomość, ze wszystko przemija, z biegiem sekund, minut i godzin. Dni i miesięcy. Lat i wiekow. I, ze chociaż nie mamy na to zadnego wpływu, możemy być tych zmian aktywnymi świadkami- sekunda po sekundzie, minuta po minucie, godzina po godzinie, dzien po dniu, miesiąc po miesiącu, rok po roku, wiek po wieku. Zyc z otwartymi oczyma, z otwartym sercem, z otwartym rozumem. Wlozyc siebie w bieg sekund, minut, godzin, dni, miesięcy i lat.
W Ashoka Guest House, prowadzonym przez mnichow z klasztoru Karnaka, dostajemy przyjemny, pachnący pokoj. Z werandy rozpościera się prawdziwie basniowy widok na pobliskie szczyty gorskie. Odpoczywamy.
Potem dlugii spacer po wsi, obiad w restauracji, zakupy u tybetanskich kobiet. Spotkanie ze znajomymi z kursu medytacji, krotka wymiana doświadczeń, uśmiechów, życzeń.
Powoli wdychamy toksyczna realność, toksyczne tu i teraz. I jesteśmy jakby silniejsi, jakby bardziej odporni na ponura rzeczywistość, nielad, frustracje. Jakby bliżej siebie.
Choc dzieli nas tylko niewidzialna przestrzen mysli.
