Skip to content
Bogdan Miklusz
Menu
  • Home
  • BIO
  • Publikacje
  • Blog
  • Contact
Menu

27/08/10

Posted on 27 sierpnia 2010 by admin

O osmej rano, po sniadaniu w lokalnej spelunie, opuszczamy senna i brudna Bairawe. Za sto nepalskich rupii jedziemy riksza do granicy z Indiami. Podnieceni, pelni nadziei i nowych, pozytywnych wrazen z radoscia patrzymy w przyszlosc. Rikszasz poci sie ze zmeczenia, omija dziury w jezdni, starajac sie dac nam jak najwiecej komfortu. Mjaja nas jipy i lokalne samochody dostawcze, zostawiamy za soba widok zwyklych Nepalczyow, kszatajacych sie przy swoich domostwach, przydroznych sklepikarzy i kucharzy, widok krow i bawolow spokojnie wedrujacych wzdluz drogi.

Granice przekraczamy bez problemow. Szybko i sprawnie. Nie tracac ani chwili czasu na zbedne formalnosci. Potem lokalnym autbusem do Gorakpur- wtapiajac sie w miejscowa mieszanke hindusow i zagranicznych turystow. Po drodze ulewa, ktora konczy sie po kilku minutach. Po trzech godzinach monotonnej jazdy zblizamy sie do Gorakpur. Prawie jedna trzecia miasta pod woda.Wszedzie gromady ludzi. Niektorzy zbudowali prowizoryczne domy na mostach, inni miedzy torami kolejowymi. Widok napawa lekiem. Szczyty dachow ledwie wystaja spod tafli sztucznego jeziora. Stada krow mucza w oddali. Nietore ocalaly. Inne odeszly w swietosc.

Czesc ulic Gorakpur, nawet tych lezacych wyzej, pokrywa pieciocentymetrowa warstwa wody. Ludzie szukaja wszedzie skrawka suchej przestrzei. Na szczescie plac przed dworcem kolejowym nietkniety przez ulewe. Udaje nam sie bez problemow przedostac do hotelu. W pobliskim barze jemy pozywne thali, rezerwujemy bilety w dalsza droge, cieszymy sie, ze nas ta powodz nie dotyczy.

Ktos inny szuka schronienia na noc, kawalka chleba na pusty zoladek, albo folii lub aluminium na prowizoryczny dach nad glowa. Nie widac, by ktokolwiek pomagal tym ludziom, ktokolwiek ratowal ich dobytek. Sa skazani na siebie i tylko na siebie.

Zasypiamy z radoscia, ze to nie my, lecz ze smutkiem, ze to oni. Zdziwieni budzimy sie kilkakrotnie, sny nie daja nam spokoju. Ktoregos dnia moze i nas zastanie wielka fala. Zaleje nas hinduska tragedia.

Oby NIGDY.

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

IN ENGLISH

  • 01/01/12
    1 stycznia 2012
    Boje sie Nowego Roku; to co zmienne i niepewne napawa mnie lekiem. Coraz czesciej lapie sie na tym, ze zyje w czasie przeszlym. Unikam planow na przyszlosc, narzekam na terazniejszosc. Przeszlosc to […]
kwiecień 2026
P W Ś C P S N
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930  
« lis    

Zaloguj się
© 2026 Bogdan Miklusz | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme