Skip to content
Bogdan Miklusz
Menu
  • Home
  • BIO
  • Publikacje
  • Blog
  • Contact
Menu

[14/07/09]

Posted on 14 lipca 2009 by admin

kierowca pędzi pod dyktando kumpli. nieregularne odglosy CB radia odmierzają zawiłości drogi. ze sloncem za pan brat. z szumem lasu w uszach. ze smakiem porzeczek w ustach. z posciela gór w oczach. odpowietrzam wspomnienia. zyję tu i teraz. teraz i tu, w autobusie, z ludzmi co tez zyja, choc niektorzy tam i wtedy, poza, pomimo,…

Continue reading

[13/07/09]*

Posted on 13 lipca 2009 by admin

*[appendix do dzisiaj] odlatuję. pozegnanie z gorami jest dla mnie wzruszeniem. los emigranta, zyciowego anarchisty, powsinogi, bywa czasem okrutny. pakowanie walizek, rozpakowywanie walizek, praca, brak pracy, smutno wesoło, raz na wozie raz pod wozem. nie jesteśmy dla siebie stworzeni pojedynczo, panie poeto, panie przemadrzaly, panie z tamtego swiata, zaprzeszlego. chwytam was gory, za szczyty, zabieram…

Continue reading

[13/07/09]

Posted on 13 lipca 2009 by admin

duszno i parno po tej stronie świata. powietrze zawiesza się w bezwietrznej przestrzeni, na listkach mlodych drzewek i ulicznych lampach. źycie nadaje tempo biegowi zdarzen, a człowiek poci się w biegu, dusi się i przewraca o wystajace kłody. lubię ten północno- wschodni kawałek sanockiego rynku. lubie przypatrywać się wędrującym tam i z powrotem przechodniom, wschłuchiwać…

Continue reading

[12/07/09]

Posted on 12 lipca 2009 by admin

poranna msza u franciszkanów nie przyciąga tłumów. ławki naprzeciwko ołtarza świecą pustkami. za to na zewnątrz formuje się kilkumetrowa kolejka do wejścia. rzecz w tym, ze nikt nie wchodzi. nikt sie nie rusza. nikt nikogo nie przeprasza, ani nie pyta, dlaczego tak stoi, w kolejce. w progu świątyni zawisła jakaś niewidzialna przeszkoda, jekieś niewidoczna ściana,…

Continue reading

[11/07/09]

Posted on 11 lipca 2009 by admin

zajmuję metr kwadratowy sanockiego rynku. północno-wschodni kraniec z widokiem na góry słonne. myślę o domu, ciele pachnącym źywicą i lasem, z oknem na poludnie i kominem w niebo. zalewam kawą poranną chrypkę, rozmazuję- jak za starych dobrych czasów- krople rosy na betonowej posadzce, gladze kilkudniowy zarost pod włos. za mną okruchy drogi. rozsypane wsrod pól,…

Continue reading

[10/07/09]

Posted on 10 lipca 2009 by admin

maczam stopy w lipcowym sanie, woda lagodnie wdziera się między palce, slonce suszy mokrą skórę w mgnieniu wiatru.zanurzam się w nadbrzeznych trawach po czubki oczu, robaczki, komary, mrówki, żuczki łapią się na otwartą dłoń. Kradnę kaźdą sekundę dnia, tego pobytu nadbrzeżnego, z dala od ulicy, od wichury miasta. nieopodal, za ścianą, czai się szara codzienność

Continue reading

[09/07/09]

Posted on 9 lipca 2009 by admin

ulewa zamyka drzwi na świat, bóg wyzyma pranie po grzesznikach. przegrywam partię warcabów z amerykańskim hipisem wlóczęgą- jakoś mu się odwdziecze, kilka godzin pozniej. jadalnia staje sie miejscem dlugiej opowiesci. od osobistych historii puchna szyby, mysli i glos. pozniej słońce na łeb na szyję. szarlotka z bita smietana na pokrzepienie zoladka. spacer po sanockim rynku…

Continue reading

[08/07/09]

Posted on 8 lipca 2009 by admin

budowniczy wstaja o szostej czterdziesci piec. witaja sie glosnym szeptem i poranna kawa. medrkuja nad kazdym centymetrem sciany, rozkladaja narzedzia niczym na hali targowej gotowi na kazda tranzakcje za marny grosz. o siodmej dziesiec ida w ruch wiertla, betoniarki i koparki. zadna poduszka nie jest w stanie wytrzymac takiej symfonii. codziennie o siodmej dziesiec zrywam…

Continue reading

[07/07/09]

Posted on 7 lipca 2009 by admin

chwila w krosnie, na rynku wsrod kawiarnianych parasoli i kamienic. wdeptuje do pobliskiego baru, ktory oferuje prawdziwie tureckiego kebaba sa prawdziwe tez pieniadze. odchodze z wyrzutami sumienia, ze prawdziwych pieniedzy u  mnie jakby brak a i ochoty na kebaba tez.  w bibliotece miejskiej wirtualne spotkanie ze światem. potem słony rachunek na szczęście. za drobne uciułane…

Continue reading

[28/03/09]

Posted on 28 marca 2009 by admin

znow widze swiat we fragmentach. fragment artykulu z psychologii, fragment kanapki na kolacje, fragment z danilo kisa, fragment liscia- na ktorym zachowal sie fragment jesieni deszcz powaznie zawrocil mi w glowie, zmoczyl mysli i przeziebil slowa, czas ulotnil sie zanim spojrzalem na zegarek czarna kawa na kolacje, przegryzam mullanem historie kosciola na ostro, szukam pretekstu…

Continue reading
  • Previous
  • 1
  • …
  • 12
  • 13
  • 14
  • 15
  • 16
  • 17
  • 18
  • …
  • 31
  • Next

IN ENGLISH

  • 01/01/12
    1 stycznia 2012
    Boje sie Nowego Roku; to co zmienne i niepewne napawa mnie lekiem. Coraz czesciej lapie sie na tym, ze zyje w czasie przeszlym. Unikam planow na przyszlosc, narzekam na terazniejszosc. Przeszlosc to […]
kwiecień 2026
P W Ś C P S N
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930  
« lis    

Zaloguj się
© 2026 Bogdan Miklusz | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme