życie pisze historię, historia pisze książki. najpierw musiałem ją dokładnie obwąchać , poczuć zapach drukarskiej farby, wzrokiem ogarnąć każdą literę, słowo, zdanie, wiersz, akapit i rozdział. czasami trwało to miesiącami; siedziałem jak zaklęty pod kocem i połykałem treść, mlaskałem językiem gdy mi nie smakowało, potem wracałem do słowa, próbowałem ponownie go strawić i wypluć niejadliwe…
Autor: admin
26/11/10 [autobus]
z domu do przystanku autobusowego miał niespełna kilometr drogi, ale i to wydawało się dystansem nie do pokonania o tej porze dnia. Latarki nie miał, a uliczne lampy zgasły jeszcze wczoraj. Szedł chwilę we mgle, modląc się by nie wdepnąć przypadkiem w krowią kupę, potem przestał się modlić, bo poczuł pod podeszwą miękką i śliską…
26/10/10
Herbatniki i goraca herbata na sniadanie. Z Sanchi wyruszamy lokalnym autobusem do Bopalu. Po godzinie jazdy docieramy do celu. Bopal to miejsce o posmaku islamu. Wyczuwa sie to na kazdej ulicy, na kazdym kroku.Meczety wpisuja sie w krajobraz wyraznie, architektura islamska wyroznia miasto sposrod wielu innych w Indiach. Niezmienny jest chaos na ulicach i wszechobecny…
22/10/10 [appendix]
Z Sarnath wracamy pociagiem osobowym do Varanasi. Dziesieciokilometrowa trase przemierzamy w… cztery godziny. Z biletem za dwie rupie rozkoszujemy sie kontaktem z pasazerami glownie stad, zadnych turystow- szybko stajemy sie obiektem zainteresowania miejscowych. Zaatakowani krzyzowym ogniem pytan powoli oswajamy ciekawskich, z niektorymi nawiazujemy nawet przyjacielskie relacje; jednych interesuje ogolona glowa agnieszki, innych moja nieogolona broda….
22/10/10
Chleb na parze w tybetańskiej restauracji godny polecenia. Dobry i pozywny. Do tego omlet z pomidorem, i czarna kawa- od jakiegos czasu nieodłączny dodatek do każdego posilku. Remanent w plecakach, po wnikliwych obliczeniach- cala szafa nowych ubran. Do Indii wjeżdżaliśmy z dwunastokilogramowymi plecakami, teraz zwiększyły one wage co najmniej dwukrotnie- odczuwaja to i plecy i…
21/10/10
Pozne tybetańskie sniadanie. Zwiedzamy Sarnath szlakiem buddyjskich świątyń. Mijamy wysoka Damek stupe, Chaukandi stupe, ruiny starejMulagandhakuti vihary i jej nowa wersje, Ashoka pilar, przechodzimy obok muzeum archeologicznego, parku jeleni z niewielkim stawem pelnym krokodyli, kilku restauracji dla zgłodniałych turystow i pielgrzymow. Wzdluz trasy ciekawe kawiarnie z piecami glinianymi wlasnej roboty, okazja na indyjska herbatke z…
20/10/10
Wspolnie z japonska turystka Mai jedziemy do Sarnath. Mijamy gliniane domy, spacerujace wzdluz drogi matki z dziecmi wyciagajacy rece po kilka rupii, przeciskamy sie pospiesznie przez tlumne i chaotyczne ulice, jadac raz pod prad innym razem z pradem. Byle do celu. Sarmarh to mala wioska polozona ponad dziesiec kilometrow na polnoc od Varanasi, z malenka…
19/10/10
Onion dosa na sniadanie. Przekaska bardzo na miejscu. Wizyta w Manikarnika Ghat. Cialopalenie. Obok siebie trupy bezdomnych i dostojnikow, laczy ich ogien, dzieli jakosc drewna, olejkow i liczba gapiow. Troche turystow, rodziny zmarlych, zakaz fotografowania, hinduski aparthaid, po lewej miejsce dla swoich, po prawej dla obcych. Cial kobiet w ciazy,sadu, dzieci i ukaszonych przez kobre…
18/10/10
Smak Varanasi. Gorzko- kwasny. Poranna przeprawa przez miasto. W tlumie. Powolna wyprawa donikad. Z kazdej strony Varanasi wyglada tak samo- gdzie sie nie obejrzysz twarze ludzi- mlodych i starych, bogatych i biednych, zywych i umarlych, na ziemi i na bambusowych noszach, na rikszach i na wlasnych nogach, na kolanach. Reka w reke, ramie w ramie….
17/10/10
O trzynastej miejscowego czasu docieramy do Varanasi. Atakuja nas rikszarze i wlasciciele hoteli. Przekszykuja sie w ofertach i cenach, oferuja najlepsza obsluge. Potem ustawiaja sie do nas w kolejsce starcy i zebracy, ludzie prosza o zdjecie, blysk flesza razi nas w oczy. A wiec jestesmy tu. Z godzinnym opoznieniem dotarlismy do miejsca, ktore dla Hindusow…
