Skip to content
Bogdan Miklusz
Menu
  • Home
  • BIO
  • Publikacje
  • Blog
  • Contact
Menu

Autor: admin

[13/07/09]

Posted on 13 lipca 2009 by admin

duszno i parno po tej stronie świata. powietrze zawiesza się w bezwietrznej przestrzeni, na listkach mlodych drzewek i ulicznych lampach. źycie nadaje tempo biegowi zdarzen, a człowiek poci się w biegu, dusi się i przewraca o wystajace kłody. lubię ten północno- wschodni kawałek sanockiego rynku. lubie przypatrywać się wędrującym tam i z powrotem przechodniom, wschłuchiwać…

Continue reading

[12/07/09]

Posted on 12 lipca 2009 by admin

poranna msza u franciszkanów nie przyciąga tłumów. ławki naprzeciwko ołtarza świecą pustkami. za to na zewnątrz formuje się kilkumetrowa kolejka do wejścia. rzecz w tym, ze nikt nie wchodzi. nikt sie nie rusza. nikt nikogo nie przeprasza, ani nie pyta, dlaczego tak stoi, w kolejce. w progu świątyni zawisła jakaś niewidzialna przeszkoda, jekieś niewidoczna ściana,…

Continue reading

[11/07/09]

Posted on 11 lipca 2009 by admin

zajmuję metr kwadratowy sanockiego rynku. północno-wschodni kraniec z widokiem na góry słonne. myślę o domu, ciele pachnącym źywicą i lasem, z oknem na poludnie i kominem w niebo. zalewam kawą poranną chrypkę, rozmazuję- jak za starych dobrych czasów- krople rosy na betonowej posadzce, gladze kilkudniowy zarost pod włos. za mną okruchy drogi. rozsypane wsrod pól,…

Continue reading

[10/07/09]

Posted on 10 lipca 2009 by admin

maczam stopy w lipcowym sanie, woda lagodnie wdziera się między palce, slonce suszy mokrą skórę w mgnieniu wiatru.zanurzam się w nadbrzeznych trawach po czubki oczu, robaczki, komary, mrówki, żuczki łapią się na otwartą dłoń. Kradnę kaźdą sekundę dnia, tego pobytu nadbrzeżnego, z dala od ulicy, od wichury miasta. nieopodal, za ścianą, czai się szara codzienność

Continue reading

[09/07/09]

Posted on 9 lipca 2009 by admin

ulewa zamyka drzwi na świat, bóg wyzyma pranie po grzesznikach. przegrywam partię warcabów z amerykańskim hipisem wlóczęgą- jakoś mu się odwdziecze, kilka godzin pozniej. jadalnia staje sie miejscem dlugiej opowiesci. od osobistych historii puchna szyby, mysli i glos. pozniej słońce na łeb na szyję. szarlotka z bita smietana na pokrzepienie zoladka. spacer po sanockim rynku…

Continue reading

[08/07/09]

Posted on 8 lipca 2009 by admin

budowniczy wstaja o szostej czterdziesci piec. witaja sie glosnym szeptem i poranna kawa. medrkuja nad kazdym centymetrem sciany, rozkladaja narzedzia niczym na hali targowej gotowi na kazda tranzakcje za marny grosz. o siodmej dziesiec ida w ruch wiertla, betoniarki i koparki. zadna poduszka nie jest w stanie wytrzymac takiej symfonii. codziennie o siodmej dziesiec zrywam…

Continue reading

[07/07/09]

Posted on 7 lipca 2009 by admin

chwila w krosnie, na rynku wsrod kawiarnianych parasoli i kamienic. wdeptuje do pobliskiego baru, ktory oferuje prawdziwie tureckiego kebaba sa prawdziwe tez pieniadze. odchodze z wyrzutami sumienia, ze prawdziwych pieniedzy u  mnie jakby brak a i ochoty na kebaba tez.  w bibliotece miejskiej wirtualne spotkanie ze światem. potem słony rachunek na szczęście. za drobne uciułane…

Continue reading

[28/03/09]

Posted on 28 marca 2009 by admin

znow widze swiat we fragmentach. fragment artykulu z psychologii, fragment kanapki na kolacje, fragment z danilo kisa, fragment liscia- na ktorym zachowal sie fragment jesieni deszcz powaznie zawrocil mi w glowie, zmoczyl mysli i przeziebil slowa, czas ulotnil sie zanim spojrzalem na zegarek czarna kawa na kolacje, przegryzam mullanem historie kosciola na ostro, szukam pretekstu…

Continue reading

[26/03/09]

Posted on 26 marca 2009 by admin

linia nocy. naszkicowana w pośpiechu, na życzenie. chwila snu. letarg błogi. cisza nie ta, ksztusząca się skrzypieniem drzwi, drżeniem okien, wyciem łóżek pod ciężarem snów. r. szuka muzyki w szafie, cierpi na ból dźwięku. d. w otwartych ustach przeżuwa powietrze, zamarł na wznak, w kształcie krzyża. j. ogląda spóźnioną bajkę na dobranoc, dorosłość wtacza się…

Continue reading

[25/03/09]

Posted on 25 marca 2009 by admin

.dom na skraju łąki, w dolinie, podniebie. szykuje się wiosna, w magnoliach i sasankach, w wymierzonej pod rozmiar sukience traw. słońce mruga czasem okiem, aż żar. w porywach wiatru czai się deszcz. prasole na baczność gotowe do tańca, że hej. a. ostrożnie przemierza przestrzeń wzdłuż prześcieradła, nietknięta, udaje, że śpi. do słowa daleko, bo za…

Continue reading
  • Previous
  • 1
  • …
  • 12
  • 13
  • 14
  • 15
  • 16
  • 17
  • 18
  • …
  • 31
  • Next

IN ENGLISH

  • 01/01/12
    1 stycznia 2012
    Boje sie Nowego Roku; to co zmienne i niepewne napawa mnie lekiem. Coraz czesciej lapie sie na tym, ze zyje w czasie przeszlym. Unikam planow na przyszlosc, narzekam na terazniejszosc. Przeszlosc to […]
sierpień 2026
P W Ś C P S N
 12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31  
« lis    

Zaloguj się
© 2026 Bogdan Miklusz | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme