Z Sarnath wracamy pociagiem osobowym do Varanasi. Dziesieciokilometrowa trase przemierzamy w… cztery godziny. Z biletem za dwie rupie rozkoszujemy sie kontaktem z pasazerami glownie stad, zadnych turystow- szybko stajemy sie obiektem zainteresowania miejscowych. Zaatakowani krzyzowym ogniem pytan powoli oswajamy ciekawskich, z niektorymi nawiazujemy nawet przyjacielskie relacje; jednych interesuje ogolona glowa agnieszki, innych moja nieogolona broda….
Dzień: 2010-10-22
22/10/10
Chleb na parze w tybetańskiej restauracji godny polecenia. Dobry i pozywny. Do tego omlet z pomidorem, i czarna kawa- od jakiegos czasu nieodłączny dodatek do każdego posilku. Remanent w plecakach, po wnikliwych obliczeniach- cala szafa nowych ubran. Do Indii wjeżdżaliśmy z dwunastokilogramowymi plecakami, teraz zwiększyły one wage co najmniej dwukrotnie- odczuwaja to i plecy i…
