O trzynastej miejscowego czasu docieramy do Varanasi. Atakuja nas rikszarze i wlasciciele hoteli. Przekszykuja sie w ofertach i cenach, oferuja najlepsza obsluge. Potem ustawiaja sie do nas w kolejsce starcy i zebracy, ludzie prosza o zdjecie, blysk flesza razi nas w oczy. A wiec jestesmy tu. Z godzinnym opoznieniem dotarlismy do miejsca, ktore dla Hindusow…
