z domu do przystanku autobusowego miał niespełna kilometr drogi, ale i to wydawało się dystansem nie do pokonania o tej porze dnia. Latarki nie miał, a uliczne lampy zgasły jeszcze wczoraj. Szedł chwilę we mgle, modląc się by nie wdepnąć przypadkiem w krowią kupę, potem przestał się modlić, bo poczuł pod podeszwą miękką i śliską…
