zajmuję metr kwadratowy sanockiego rynku. północno-wschodni kraniec z widokiem na góry słonne. myślę o domu, ciele pachnącym źywicą i lasem, z oknem na poludnie i kominem w niebo. zalewam kawą poranną chrypkę, rozmazuję- jak za starych dobrych czasów- krople rosy na betonowej posadzce, gladze kilkudniowy zarost pod włos. za mną okruchy drogi. rozsypane wsrod pól,…
