ulewa zamyka drzwi na świat, bóg wyzyma pranie po grzesznikach. przegrywam partię warcabów z amerykańskim hipisem wlóczęgą- jakoś mu się odwdziecze, kilka godzin pozniej. jadalnia staje sie miejscem dlugiej opowiesci. od osobistych historii puchna szyby, mysli i glos. pozniej słońce na łeb na szyję. szarlotka z bita smietana na pokrzepienie zoladka. spacer po sanockim rynku…
