.drzwi otworzyly sie w poprzek drogi. glosy zaczely powoli uchodzic w sina dal. cisza przerazliwie piekla w twarz. niebo mialo kolor zgnilych sliwek. oczy same mowily dobranoc w pocie czola. nagle ogromny snop swiatla uderzyl cie w twarz. na policzkach stopily sie odlamki lodu. .ktoregos dnia przestrzen pod stolem wydala sie zbyt ciasna. twarz ojca…
