.przejasnialo sie. konczylo sie nocne popoludnie. wstawal nowy dzien. sie nie pamietalo, jak dlugo sie szlo i ktoredy sie szlo (pewnie gora przez arboretum)do miejsca gdzie sie teraz stalo: za miastem, nad rzeka Huron, opierajac sie o pien nadbrzeznego drzewa, palac papierosa, nie myslac juz o niczym, nasluchujac pantareicznego plusku wody.* .mowia, ze wszystko zaczelo…
