Jedni czytają gazety. Inni książki. Ktoś śpi, ktoś właśnie ziewa. Ktoś wpatrzony w okno przygląda się uciekającym krajobrazom i miejscom. Czasem dziecko odezwie się donośnym głosem. Ktoś się wtedy przebudzi, ktoś odłoży na chwilę książkę i gazetę, ktoś przestanie przyglądać się krajobrazom i mijanym miejscom, odwróci głowę- spojrzy w stronę odbijającego się o ściany pociągu głosu. Ktoś chrząknie ze złości. Ktoś zmieni przedział. Albo włoży sobie zatyczki do uszu.
Nie ma już bezpośredniego połączenia osobowego między Warszawą o Toruniem. Ileż przez to człowiek zyskuje- spacery od peronu do peronu, kilkukrotna proba wspięcia się do wagonu, zaladowania torby podróżnej na półkę. Czysty sport i czysta przyjemność. Dla ciała.
Nie ma już tego klimatu w pociągach osobowych, które spotykałem na trasie Siedlce- Białystok. Nikt nie próbuje nawiązać z Tobą kontaktu, nikt nie robi sobie przerwy na haust wiśniówki albo piwa browaru Łomża. Nie ma pań puszystych o spracowanych rękach, które wcinają świeżo wędzoną swojską kiełbasę z czosnkiem. Jedzą pomidory i jabłka. Nie ma dialektów ludowych, typowego swojskiego a i wschodniego czasem zaciągania. Nie ma możliwości pogrania w pokera z konduktorem albo w szachy. Nie ma piosenek z gitarami i Starego Dobrego Małżeństwa w plecaku.
Nie wypada.
Przepis w przewozach pasażerskich mówi, że zakłócanie porządku (a więc glośne rozmowy, granie na instrumentach) grozi kara grzywny. Przepis mówi też, że konduktor nie może grać w pokera ani w szachy podczas wykonywania czynności służbowych. Przepis zabrania spożywania alkoholu w pociągu, niekulturalnego jedzenia (żaden okruszek nie może pojawić się na siedzeniu inaczej mandat).
Nie wypada płakac dziecku w pociągu, bo co ludzie pomyślą. Nie wypada pachnieć czosnkiem, bo zbyt intensywny zapach, nie wypada używać mowy gwarowej, bo ustawa o języku polskim i ktoś może oskarżyć o „wieśniaczą naturę”.
Nie wypada żyć po swojemu.
Takie czasy, panie Zbysiu, takie czasy…
