Wczoraj wzruszyłem się do łez. Zakręciło, zaszumiało, och… Przez godzinę analizowałem piąty tom utworów Stachury w jeansowej okładce. Nie tyle treść, ile podkreślenia, przekreślenia, nadkreślenia i zakreślenia I. Prawie połowa książki została brutalnie zgwałcona podkreśleniami, zakreśleniami, przekreśleniami i nadkreśleniami I. A niech tam!…
Mam tendencje do palenia za sobą mostów. Do stawiania definitywnego „nie” przeszłości, szczególnie tej niekorzystnej, obrazotwórczej. Mam tendencje do zaczynania wszystkiego od początku. Lubię odbijać się od dna. Choć tak naprawdę można się tylko od dna odbić. Od pustej przestrzeni się przecież nie odbijesz. Pusta przestrzeń może Cię co najwyżej wchłonąć.
I taki Poczatek jest dzisiaj. Kolejna zmiana miejsca, kolejne twarze, kolejne Niebo, choć przecież Niebo jest ponoć tylko jedno. Czy mnie to męczy? Tak, czasem jest to nadzwyczaj męczące. Ale przecież tak musi być. Takie jest życie, Błękitny…
