I obudziłem się w nocy pełen znaków zapytania. Spocony do granic możliwości bólu przysiadłem na podłodze i niespełna rozumu zlizywałem minioną noc. Dziś w nocy wkradło się w mój sen druzgopcące pytanie. Dlaczego unikamy bezdomnych, trędowatych, bezbożnych i pobożnych, rozwrzeszczane niemowlęta, staruszków śmierdzących historią, dzieci z zespołem Downa, kalekich, więźniów, pederastów i pedofili, lesbijki i homoseksualistów, trupów, brzydali, łysych, Żydów i komunistów, Ukraińców, Rumunów i Cyganów, grabarzy i śmieciarzy, grubych i anorektyków… Dlaczego unikamy szczerych odpowiedzi i prawdziwych pytań, niepowodzeń i klęsk życiowych i żywiołowych, sytuacji bez wyjścia i sytuacji z nie jednym wyjściem, dlaczego unikamy Siebie i Innych?
I stanęło mi w gardle to pytanie. Lecz udało mi się go w porę wyrzygać. Dzięki temu zdołałem się nie zadławić.
