Widziałem małego chłopczyka, który dawał polne kwiaty swojej Matce. Wzruszający widok. Podniebny, rzec by można na tę okazję. Czy to była jakaś forma okazania miłości? Czy może zwykły gest, chęć pochwalenia się zebranym pękiem kwiatów. Rozterki nad obrazem, który pojawił się przed moimi oczami przed paroma godzinami na jednym z wielu toruńskich zieleńców, są jednak głębiej osadzone.
Miłość… Aż trudno uwierzyć, że coś jeszcze znaczy… Częstowano nas tyloma interpretacjami miłości,interpretacjami filozoficznymi, podwórkowymi, biologicznymi, antropologicznymi, psychologicznymi, że dziś trudno jest nam tak naprawdę odnaleźć się w tym systemie pojęć i definicji.
Ucieszyłem się kiedyś, widząc staruszków trzymających się za ręce. Widok oszałamiający, czasem wręcz śmieszny, bo my przywykliśmy przecież do sytuacji, że to młodzi ludzie spacerują trzymając się za ręce.
Miłość jest dziś szorstka. Najeżona. Czasem wydaje mi się, że straciła ona już swoje pierwotne znaczenie. Ale przecież nie możemy pozwolić, aby umarła…
Powiedziałem dziś koledze, że ja się nigdy nie ożenię. Że się nie nadaję. Jakoś nie mógł uwierzyć. Nie przełknął moich słów. Zaprotestował. Ktoś nadwrażliwy mógłby szukać w tej reakcji jakiegoś pierwiastka fałszywego, wygenerowanego przez kulturę, wręcz automatycznego. Ale ja uwierzyłem, że jego reakcja była autentyczna.
Przyjmijmy więc, że się ożenię. Lecz czy będę zdolny do prawdziwej Miłości? (Pomijam tu pewną idealną koncepcję zawartą w Liście do Koryntian św. Pawła)
Oto rejestr moich związków: Małgorzata( 4 lata razem), Kamila (7 miesięcy razem), Iza (4 miesiące razem).
Prawdziwa Miłość często bawi się w chowanego…
Cała historia z chłopczykiem, kwiatkami i Matką została wymyślona…
