Automatyzm codzienności. Pierwszy ruch powiekami. Pierwsza myśl na dzień dobry. Pierwszy ruch ręką. Pierwszy ruch nogą (pamiętaj, prawą!). Pierwszy widok obolałej twarzy w lustrze. Pierwsza kropla wody na policzkach. Pierwsze śniadanie. Pierwsza godzina pracy-nauki. Pierwsza przerwa na papierosa albo na pierwszy łyk soku. Pierwsza kawa, by nie paść ze zmęczenia, popołudniowa. Pierwszy list, nie pierwszej daty. Pierwsza wizyta Joanny K. Pierwszy obiad. Pierwsza drzemka. Pierwszy spacer donikąd. Pierwsza kolacja. Pierwsze ziewnięcie. Pierwszy sen. Pierwsza w nocy.
To dziwne miejsce. Kręte uliczki, które wiodą niewiadomodokąd. Przy uliczkach ciągi murowanych budowli z czerwonej cegły.. Między żadnej wolnej przestrzeni. Na uliczkach próżno szukać ludzi. Słońce pali niemiłosiernie. Skóra brązowieje. Czoło pokrywaja krople potu. Samotność w tym Więzieniu jest nie do zniesienia. Na nic wołanie- krzyk przeradza się w śmieszny, ledwie słyszalny skowyt.
Często budzę się w nocy, gapię się w jakiś punkt na suficie lub ścianie. Próbuję znaleźć odpowiedź na nigdy nie postawione pytania. W końcu zasypiam, zmeczony brakiem jakiejkolwiek pespektywy na jej odnalezienie.
Rano idę do sklepu po chleb- kupuję bułki, albo zawracam wpół drogi, w końcu mogę się przeciez obejść bez chleba.
Czasami łapię kogoś wzrokiem, przyglądam mu się bacznie, aż ten odwróci głowę, uśmiechnie się lub odchrząknie z niezadowolony. Innym razem milczę całymi dniami, sprawdzając siłę woli, albo spędzam wieczory na ławce w parku, obserwując ludzi śpieszących gdzieś zawzięcie…
W środę Marta L. głaszcze mnie po głowie- to taka tradycyjna forma powitania.
Piszę. Niewiele. W porównaniu z Kiedyś.Niewiele w porównaniu z Wczoraj. Coraz mniej. Trudno mi przesiewac myśli, oddzielać je od plew-natręctw. Czuję głód liter. To jest niemalże głód narkotyczny, głód, którego nie można znieść bez pomocy z zewnątrz. Bez jakiegokolwiek Zadośuczynienia. Oniemiały z bólu chodzę bez celu tam i z powrotem. Szukam jakiegoś punktu zaczepienia. Jakiegoś brzegu. A brzegu nie ma. Jest pustka…
Największym nieszczęściem byłoby dla mnie poddanie się Śmierci. Największym szczęściem- odkrycie Śmierci i Sprzeciw wobec Niej.
„Od brzegu do brzegu ręce”…
