Genius loci wyciągasz z kieszeni podarte sznurówki. Związujesz nimi włosy- na przekór czasom. Pociągasz nosem-przystępujesz z nogi na nogę-chusteczki w dłoni- zamknietej na cztery spusty. czasem się nawet obejrzysz-za siebie-przed siebie. Jesteśmy jednak podobni-jak dwie krople- mokrej i suchej-wody. Masz mnie dość-niech i tak będzie- niech się więc stanie- swiatłość- na przykład. A staje mur. Murem stajemy-do siebie. Masz oczy pełne łez-a niech tam-ta twoja rola- podobna do kwestii błazna- albo lepiej- clowna-clown jest taki smieszny- ty kolorowa- makijaz spływa ci po policzkach. Jak to się dzieje że- widzimy przez mury?-nikt cię nie prosił-o zdanie- milcz-przynajmniej ty.
Albo inaczej- wyciagasz z kieszeni podarte sznurówki- związujesz nimi włosy- takie czasy. Pociagasz nosem-przystępujesz z nogi na nogę- chusteczki ci wypadły!- pilnuj!- chusteczek. Ogladasz się ponad- paraliżuje cię kamień- jesteśmy do siebie podobni- ten sam wyraz twarzy. Kochasz mnie?-jednak- slowa, słowa, slowa-słowem jesteśmy-dla siebie- tylko-aż. Masz twarz dziewczynki- z zapałkami- gaśniesz jak zapałka- jesteśmy tak blisko- smierci…
Albo inaczej- wszystko było przeciez jak w najpiekniejszej bajce-
Genius loci. Wyciągam z kieszeni podarte sznurówki…
