27.06
Oczy otwierają mi się szeroko, coraz szerzej, gdy widzę mężczyznę, który podniesionym głosem rozmawia ze słupem ogłoszeniowym. Zwykła rozmowa przeradza się w sprzeczkę, a sprzeczka przeradza się w niczego sobie kłótnię. Mężczyzna ma około czterdziestu lat, ubrany jest w garnitur marki nieznanej. Nikt by się nie spodziawał, że szajba mu odbiła.
Gruby, sprawiający wrażenie niechlujnego, mężczyzna w czapce z daszkiem i wielkimi dłońmi pije coca-colę. Przygląda mi się bacznie. W końcu nie wytrzymuje, z wyrzutem pyta, czy jestem obywatelem polskim. Uzyskawszy odpowiedź nie wierzy, potrząsa czupryną:
„bo jak jak nie jesteś obywatelem polskim, to musisz mieć wizę, a jak nie masz wizy, to musisz wracać do domku”. Zastanawiam sie, kiedy dojdzie do rękoczynów. Mam małe szanse, aby wygrać ten pojedynek. Na szcęście zacietrzewiony mężczyzna daje spokój, zdenerwowany opuszcza pomieszczenie, w którym miało miejsce zajście.
Mali chłopcy wymyślili sobie grę. Będą kamieniować Ukraińców. Kamieniowano mnie co najmniej pięć razy na ulicy Kościuszki w mieście G. Ale jak widac ciągle żyję.
28.06
Gdy stoisz na szczycie i obserwujesz dno- mrowisko przechodniów, samochodów i sklepikarek czujesz o wiele większą przyjemność, niż w przypadku, gdybyś obserwował szczyt z pozycji dna.To nie byłoby to samo niebo i ten sam błękit.
Ulica Wolska. Jedna z ulic stolicy. I taka myśl podniebna we mnie.
Przyjrzyjmy się temu zachwycającemu zjawisku bycia nad. Przytoczmy parę przykłaów słów o takim przedrostku: nadzwyczajny, nadrealny, nade mną, nadprzyrodzony, nadrzędny. Błogosławieństwo górnolotne. Zawsze marzyłeś, aby wzlecieć ponad przeciętność. Marzyłeś, by choć przez chwil kilka poczuc się panem własnego losu, własnej historii. Gdy dotykał Cię jakiś problem, zawsze chciałeś być nad tym wszystkim co Cię trapi, boli złości. Pragnąłeś być bogiem? Dla siebie? Dla innych? Pamiętasz swój pierwszy bunt, kiedy nie chciałeś już, aby matka schylała się nad twoim ciałem, myła je, nacierała plejkiem? Wstyd. Ale jednocześnie myśl- że ja przecież sam mogę to zrobić. Bez niczyjej pomocy. Wzlecieć ponad bezradność. Stawić jej czoła. Cała przyjemność być na szcycie i obserwować mrowie budowli, przechodniów, aut i sklepikarek.
tak trudno jest przyzwyczaić się do myśli, że gdzieś na dnie, wtym mrowiu jesteś i Ty, a ktoś podobny do mnie właśnie sobie zerka na dół i czuje błogość bycia nad.
29.06
Wreszcie mogę zdjąć czarne okulary, które wbijają mi się w głowę- efekt złego dopasowania na chińskim bazarku, bądź efekt powiększenia się mózgu w wyniku problemów, które wyłaża mi już uszami. Takie bunczuczne.I takie śmieszne.
Appendix
W kampusie uniwersyteckim spotkanie z Wojtkiem J. Dwóch folkomaniaków po roku od ostatniego spotkania wymienia się trapezem życia. Silny uścisk dłoni na do widzenia ratuje sytuacje. Grunt to nie zajść za daleko we wspomnieniach.
