[Po porannej kawie czuje sie wysmiewicie, humor psuja mi tylko informacje na pierwszych stronach gazet, ze znowu zabito zolnierzy amerykanskich w Iraku i wysadzono w powietrze samochod w Jerozolimie. Nawet najbardziej opiniotworcze dzienniki smierc uznaja za cos chwytliwego, pozadanego przez spoleczenstwo, kierujac sie tym samym w strone brukowcow, tytulow, ktore zamiast dodawac otuchy, te otuche odbieraja.]
B.E. probuje przytulic sie do mnie, objac, ba nawet pocalowac w policzek. Przed kilkoma minutami palila hasz, stad ta spolegliwosc.
Z I.H. oraz jej narzeczonym konwersacja na temat angielskiej pomocy socjalnej tylko wyostrza sceptycyzm. Wszystko ma swoje granice. I swoj koniec.
