Skip to content
Bogdan Miklusz
Menu
  • Home
  • BIO
  • Publikacje
  • Blog
  • Contact
Menu
Posted on 14 maja 2003 by admin

Ogladalem wczoraj mecz transmitowany przez angielska telewizje, ale nie dlatego, ze lubie pilke nozna, i nie dlatego, ze byl to mecz pomiedzy Ac Milan i Inter Milan, ale dlatego, ze gral Szewczenko. I nie dlatego, ze byl to Szewczenko Andrij, najlepszy pilkarz Dynamo Kijow, ale dlatego, ze, gdy uslyszalem jego nazwisko, to mi sie tak cieplo mna sercu zrobilo i raznie. I swojsko. Bo skad inad wiadomo, ze jestem filologiem, ze literature ukrainska znam w miare porzadnie, ze Szewczenko, nie Andrij, a Taras, to byl najwiekszy wieszcz narodowy Ukrainy. Dlatego wiec zasiadlem przed telewizorem, chwyciwszy w jedna dlon szklanke soku pomaranczowego, w druga paczke chipsow (chcialem chwycic slone paluszki, ale tutaj o takowych nigdy nie slyszeli) i nawet zaczalem kibicowac Szewczence, a gdy strzelil gola w bodajze 40 minucie, to i krzyczec z radosci, ze az J.P. popatrzyl na mnie z ukosa. Bo sentyment jakis i jakas melancholia wslizgnela sie do mojej duszy tego wieczora. Ale z drugiej strony przeciez Szewczenko Szewczence nierowny. Szewczenko Andrij sprzedal sie wloskiemu zespolowi za co prawda pieniadze niemale, ale przeciez pieniadz rzecz nabyta. Swego czasu, zas inny Szewczenko, Taras, pisal wiersz do Chmielnickiego- Oj Bohdane, Bohdanoczku, nerozumnyj synu…- potepiajac oddanie czesci Ukrainy w moskalom, potepiajac kolaboracje i z pewnoscia, gdyby zyl, potepilby tez Szewczenki Andrija transwer do AC Milan. Tak przynajmniej sadze.

A.S. kupila sobie nowe jeansy, koloru niebieskiego, z rozszerzanymi nogawkami. Ale nikt nie zwrocil na to uwagi.

W autobusie do Centrum Manchesteru usiadlem na zuzyta gume do zucia i mam teraz plame na spodniach.

Dzis ciezki dzien. Spotkanie w sprawie wyjazdu do Niemiec. Rzecz w tym, ze to co mialem powiedziec juz powiedzialem, a to co mialem zakomunikowac, zakomunikowalem. Zostalo jeszcze wypelnic kilka formularzy E111, kilka belgijskich dokumentow. I tyle. W nastepna sobote z lotniska w Bradford do Berlina. Potem minibusem z Berlina do Schwedt. A potem wakacje. Kozy, swinie, kury, a dookola garstka bachorow, ale co tam sielska atmosfera i to sie liczy przeciez najbardziej.

Bez opadow. Cisnienie niskie. Jedenascie stopni w skali Celsjusza. Znowu bez sniadania.

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

IN ENGLISH

  • 01/01/12
    1 stycznia 2012
    Boje sie Nowego Roku; to co zmienne i niepewne napawa mnie lekiem. Coraz czesciej lapie sie na tym, ze zyje w czasie przeszlym. Unikam planow na przyszlosc, narzekam na terazniejszosc. Przeszlosc to […]
kwiecień 2026
P W Ś C P S N
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930  
« lis    

Zaloguj się
© 2026 Bogdan Miklusz | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme