Herbatniki i goraca herbata na sniadanie. Z Sanchi wyruszamy lokalnym autobusem do Bopalu. Po godzinie jazdy docieramy do celu.
Bopal to miejsce o posmaku islamu. Wyczuwa sie to na kazdej ulicy, na kazdym kroku.Meczety wpisuja sie w krajobraz wyraznie, architektura islamska wyroznia miasto sposrod wielu innych w Indiach.
Niezmienny jest chaos na ulicach i wszechobecny brod, przemykajace wzdluz drogi szczury i spacerujace srodkiem jezdni krowy. Bopal przypomina pod kazdym wzgledem olbrzymia dwumilionowa wioske o wzbogaconej supermarketami, hotelami i korporacjami architekturze.
Thali na obiad. Szesc chapaties, dwie subji, dhal, troche cebuli,kawalek marchewki i pomidora. Agnieszka to uwielbia. Mi bardziej odpowiada cena niz smak.
Olbrzymie plecaki przykuwaja uwage wlasciwie kazdego przechodnia. Kazdy pyta co tam wieziemy, skad jestesmy, kazdy sluzy pomoca i rada.
Wieczor w Indiach zaczyna sie o osiemnastej. Wtedy gasnie slonce, ostre swiatla reflektorow zalewaja ulice. Nocny Bophal budzi sie do zycia.[/wpcol_1half_end]
