Od rana pada rzesisty deszcz. To troche opoznia nasza podroz. W zwiazku z tym zamiast odwiedzic Wesoly Cmentarz w marmaroskiej Sapancie, decydujemy sie wyruszyc dalej na wschod, w strone Bukowiny.
Po poludniu pociagiem do Vasou de Jus. W pociagu mieszanka Ukraincow (bo trasa wiedzie wzdluz ukrainskiej grancy), Rumunow i… Polakow, ktorych dzwieczna mowa roznosi sie na pol wagonu. Polacy to glownie turysci- studenci, chcacy zaliczyc szczyty Karpat Orientalnych. Same wagony- rodem z Polski okresu PRL- rozchodzace sie siedzenia, niedomykajace sie okna, zarzewiale drzwi.
Pociag ma piekna trase- wzdluz Cisy. Gdzieniegdzie widac jeszcze slady lokalnych podtopien czy powodzi, jaka przeszla przez okolice kilka tygodni temu. Jedziemy wzdluz granic gor i panstw. W wysokich gorach burza, para unosi sie na wysokosc kilkudziesieciu metrow. Konduktor spokojnie sprawdza bilety i co ciekawe, zamiast tradycyjnej, kraglej dziurki, wycina na bilecie dziurki w ksztalcie… krzyzyka. To jedna z osobliwosci kolei rumunskich.
Po kilku godzinach jazdy docieramy d celu. Vasou de Jus to mala stacyjka na trasie Baia Mare- Borsa- Suczawa i jedna z niewielu w polnocnej Rumunii owarta cala dobe. Niewielki ruch, przyjazni ludzie wokol, zaciszna poczekalnia to wspaniale warunki, zeby sie tu przespac. Jeszcze tylko krotkawzedrowka po miejscowosci, wieczorna toaleta i juz mozemy zaczac snic o dalszej podrozy.
