Jesień. Czas wzmożonej grawitacji. Lekcja plastyki. Lustra kałuż pod nogami. Zbieranina lisci, kasztanow, zoledzi, pajeczyn, kolorow, ciszy. Terapia wzrokowa.
Jestem. Czas wymienić buty, zmienic skore na zime. Rozpalić ogień w piecu, nakarmić oczy, rozgrzac dusze do czerwonosci.
Zycie zaczyna się tu i teraz. Znowu. Dzień po dniu. Od nowa. Codziennie. Zyje się. Pomalutku. Z przerwami na ciszę. Bez kalendarza.
Padam do przodu.
Uczę się szczęścia od początku.

cos jest w jesieni… ja sie znacznie lepiej czuje jak nie ma juz takich upalow, jak wszystko staje sie kolorowe, nawet jak deszcz pada (za oknem, nie na mnie) i siedze sobie wieczorkiem z herbata i Zwierciadlem…