Skip to content
Bogdan Miklusz
Menu
  • Home
  • BIO
  • Publikacje
  • Blog
  • Contact
Menu
Posted on 3 marca 2006 by admin

wstawaj idziemy do kosciola- mowila matka- a on wstawal.
wdziewal najlepsze buty, jakie mogl znalezc w szafie, najlepsze i najmodniejsze spodnie, najdrozszy sweter i najeleganszy plaszcz.
przed kosciolem zdejmowal najmodniejsza czapke. zegnal sie najlepiej jak potrafil przed obrazem Najswietszej panienki. siadal zawsze w pierwszej lawce wpatrujac sie w ornament na oltarzu. sluchal kazan z rozdziawiona geba. do tacy wrzucal banknoty nigdy monety bo monety wstyd wrzucac. na lekcje religii uczeszczal systematycznie systematycznie uczyl sie modlitw na pamiec. wieczorem wspolnie z matka odmawial pacierz na kleczkach. zasypial z bog zaplac.

kilka lat pozniej znowu uslyszal zza drzwi-

wstawaj, idziemy do kosciola- mowila matka- lecz on nie wstal. nie czul sie najlepiej, bolala go glowa i plecy. matka ponaglila- wstawaj, idziemy do kosciola- lecz on zdenerwowany odpowiedzial, ze nie ma ochoty. wtedy matka po raz pierwszy uderzyla go w twarz. zdziwiony, zdenerwowany, poruszony, prawdopodobnie nawet nie zdajacy sobie sprawy co sie wlasnie stalo, szarpnal matke za ramie, popchal ja w kierunku drzwi. matka potoczyla sie jak pileczka. miala juz ponad piecdziesiat lat, ponad trzydziesci lat pracowala na roli. matka potoczyla sie jak pileczka w strone drzwi i uderzyla glowa w klamke.
pozniej wszyscy mowili ze to byl wypadek. na jej pogrzebie ksiadz mowil o przeznaczeniu. ze kazdego czeka smierc.
syn stal pierwszy przy trumnie i pierwszy rzucal kwiaty do jej grobu.
ludzie mowili- matka zostawila wspanialego syna i jak on sobie teraz biedny bez niej poradzi.

to miala byc najwspanialsza prywatka w jego zyciu. najlepsze jedzenie, dobra muzyka i dobrane towarzystwo. konczyl osiemnascie lat a wiec rocznica bardzo symboliczna i do tego wazna. zaprosil najbliszych przyjaciol, zamowil wykwintne potrawy w najblizszej restauracji, zaprosil lokalny zespol,bo konczac osiemnascie lat musi miec zespol grajacy muzyke na zywo.
wieczorem wszyscy zjawili sie o umowionej porze. z kwiatami,prezentami i zyczeniami. zespol zaczal grac ulubione przeboje, przyjaciele zaczeli jesc wykwintne potrawy i popijali to wszystko dobrym,wysokoprocentowym alkoholem. cieszyl sie widzac wszystkich zadowolonych. a szczegolnie cieszyl sie prezentem od dziewczyny swojego zycia. kilkustronicowy album ze zdjeciami z pieciu lat ich wspolnego bycia.
dlugo zabawial gosci, staral sie dogodzic im we wszystkim.
nad ranem zdecydowal sie zmienic muzyke i zaprezentowac gosciom przeboje z jego ulubionych plyt. poszedl w kierunku wlasnego pokoju, lecz to co zobaczyl wewnatrz zaskoczylo go. zdebial. na lozku lezala jego dziwczyna calujac namietnie przyjaciela z podstawowki. nie myslal dlugo. chwycil przyjaciela za wlosy. rzucil go na podloge i zaczal kopac. kopal wszedzie- w glowe, brzuch, plecy. kopal gdzie popadnie. kopal mocno najmocniej jak potrafil i najsilniej jak mogl. kopal bez opamietania.
mieciac pozniej sedzia orzekl kare-dwanascie lat pozbawienia wolnosci.
w wiezieniu mial mnostwo czasu by myslec. myslal tak intensywnie ze zaczal siwiec i tracic wlosy. po dwunastu latach wyszedl na wolnosc prawie bez wlosow.
gdy przekroczyl mury wiezienia nie wiedzial co poczac- gdzie pojsc, do kogo sie odezwac.starzy przyjaciele odwrocili sieod niego dwanascie lat temu, nowych nie mial. domu tez nie mial- rodzice zakazali wstepu.
niedaleko byl kosciol. zdecydowal sie wstapic. nie wierzyl w boga. nigdy wczesniej nie byl w kosciele. nie wiedzial, ze przed wejsciem do swiatyni trzeba zdjac czapke, ze najlepiej siadac w pierwszym rzedzie, ze trezba odmowic modlitwe na kleczkach i ze trzeba wrzucic banknot do tacy. wiedzial ze chce wejsc do kosciola. nie wiedzial dlaczego.
usiadl w ostatniej lawce. jego wzrok przyciagnal obraz w bocznej nawie. ukrzyzowanie chrystusa. golgota. sam nie wiedzial kiedy i dlaczego lzy pojawily siew jego oczach. sam nie wiedzial dlaczego spedzil w kosciele kilka godzin placzac. sam nie wiedzial dlaczego rok pozniej zdecydowal sie wyjechac na misje do Indii. sam nie wiedzial dlaczego dotykal tredowatych i opatrywal rany biednym. sam nie wiedzial co sie stalo.
umarl majac piecdziesiat trzy lata nic nie wiedzac.
.nawet tego dlaczego umarl i kiedy.

Faith is a journey not a destination
(napis na jednym z protestanckich kosciolow w anglii)

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

IN ENGLISH

  • 01/01/12
    1 stycznia 2012
    Boje sie Nowego Roku; to co zmienne i niepewne napawa mnie lekiem. Coraz czesciej lapie sie na tym, ze zyje w czasie przeszlym. Unikam planow na przyszlosc, narzekam na terazniejszosc. Przeszlosc to […]
kwiecień 2026
P W Ś C P S N
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930  
« lis    

Zaloguj się
© 2026 Bogdan Miklusz | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme