… To pomieszczenie szesc metrow na cztery metry z szerokimi drzwiami wejsciowymi, olbrzymimi oknami z widokiem na wnetrze sklepu, w ktorym od rana buszuja wegetarianie i weganie, trawozercy i ekolodzy, krisznaci i jogini. W tym pomieszczeniu szesc metrow na cztery metry z szerokimi drzwiami wejsciowymi i olbrzymimi oknami z widokiem na wnetrze sklepu przebywa kilka osob na pozor takich samych- bo przeciez na glowie taki sam bialy kitel,taki sam zielony fartuch z Unicornem wyszytym po lewej stronie. Ale, gdy sie jakis ciekawski wedrze szerokimi drzwiami wejsciowymi tudziez olbrzymimi oknami do srodka Packing Room, z pewnoscia dowie sie, ze ta blondynka, co akurat wsypuje garsc rodzynek do foliowego woreczka przyjechala z Hiszpanii kilka lat temu z nadzieja na znalezienie dobrej pracy, a ta szatynka z zezem w prawym oku rok temu zaczela studia na Uniwersytecie, wczesniej mieszkala we Francji, ale Francja nie bardzo jej odpowiadala ze wzgledu na nizsze zarobki W Packing Room mieszaja sie swiatowe akcenty choc jezyk ten sam, angielski. I nie ma tu mowy o kaleczeniu, nieuctwie czy braku talentu lingwistycznego.
W Packing Room kazdy wie o kazdym wszystko- czasem grupa tych samych osob sterczy tu od rana do wieczora, wciaz napelniajac woreczki czym sie tylko da- kakao, maka, sliwkami, mango, muesli, kasza. Jest jakos dziko i nieznosnie, kiedy w Packing Room zapanuje cisza. W najgorszym razie ktos wlacza muzyke. Ale glownie slychac glosy pakujacych i odglosy pakowanych produktow.
Wieczorem kazdy zapisuje ilosc godzin, ktore spedzil w Packing Room, na specjalnie przygotowanej liscie.
Im wiecej tym lepiej- tym wiecej pieniazkow wpadnie do kieszeni, tym wieksze powazanie szefostwa.
Tylgo gardla jakies takie- zdarte.
Ale Packing Room wart jest przeciez poswiecen.
