Stoi na ulicy i nic nie mowi. Nie patrzy na ludzi, wzrok ma skierowany w jakis nieokreslony blizej punkt na jezdni. Obok pies, niewiadomo czemu z podobnym wyrazem pyska. Obydwaj- pies i jego Pan nie wydaja zadnego dzwieku, tylko stoja i patrza Niewiadomo gdzie. Pies jest stary, widac zmierzwiona siersc, Pan jest mlody, ale wyglada starzej niz w rzeczywistosci.
Pan trzyma w prawej rece kolorowy magazyn. Polak w tym momencie pomyslalby sobie, ze to jakis wykolejony Jehowita, ale gdzie tam, pewien jestem, ze Pan nie ma pojecia o tym kim jest Jehowa. On tylko stoi i trzyma magazyn. Czasem ktos podchodzi, kupuje jeden egzemplarz i wyrzuca go zaraz do najblizszego smietnika. Pan przelicza pieniadze, idzie do najblizszego sklepu, kupuje jedzenie dla psa i powtarza swoja milczaca poze. Pies merda ogonem, cieszy sie, a Pan placze. Nie to tylko deszcz zaczal siapic i pare kropli upadlo na policzki Pana. A ten nic nie probuje wytrzec kropel z twarzy, ciagle taki nieruchomy, milczacy i smutny. Widzac, ze deszcz coraz mocniejszy Pan przykrywa psa kocem. Ludzie przechodza obok Pana i jego psa mijajac ich zbyt szerokim lukiem.
Mysle o wojnie w Iraku, gdy nagle zza rogu wybiega szalony mezczyzna. Chwyta mnie za ramie, probuje zmusic do spojrzenia na to, co ma do zaoferowania. A ma do zaoferowania ten sam, kolorowy magazyn, ktory widzialem w rekach czlowieka z psem. szalony mezczyzna probuje mnie przekonac, ze magazyn jest wart poltorej funta, a on sam jest wart pol litra piwa, wiec… Kiedy odmawiam, szalony mezczyzna grzecznie zyczy mi milego wieczoru.
Mloda kobieta niesie ze soba cala walize szmat, szmatek, papieru gazetowego i pakowego, puszek po coca coli, opakowan po sandwiczach i kebabach. Niesie i mowi sama do siebie:
’Jeszcze tylko krok a bede zyc’.
Gazety pisza o polityce. Politycy mowia o dobrobycie.
Biedni wolaja w Niebo.
