powoli zacierają się granice czasu. zlizuję noc w poludnie. zaczynam dzien o polnocy. kawa zablizni zmęczenie.
podsluchuję dzwiekow dzwonu kondraka jana z lubelskiej federacji bardow, wiatr muska mi pozostalosci wczorajszych mysli. lekko, na palcach, tancze jak mi zagraja. skrzypce.
a. wpleciona w zylki codziennosci, obecna w krwiobiegu czasu, rozlana w ciszy. choc tak niewiele mowi, choc tak czesto milczy w notatkach, obecna ponad przestrzenia zycia. miedzy wierszami, szalona do bólu, wszechobecna.
poza granicami slow, w komorze serca.
uchylam rąbka tesknoty, mlaskam językiem snu.
