Skip to content
Bogdan Miklusz
Menu
  • Home
  • BIO
  • Publikacje
  • Blog
  • Contact
Menu

28/09/10

Posted on 28 września 2010 by admin

Pobudka o szostej rano. Na ulicach Vasisht niewiele osob; w publicznej lazni tlok. Mezczyzni myja się, gola, robia pranie. Nieudana inicjacja- rezygnuje z kapieli w towarzystwie miejscowych i przybyszow. Woda nie wyglada na najczystsza, do tego ma nieprzyjemny zapach. Agnieszka jest odwazniejsza. Potrafi przełamać się, podzielic się przestrzenia z inymi kobietami.
Na sniadanie kilka sztuk ziemniaczanych naleśników i mietowa herbata. Sycacy posilek. Zaopatruje się w kartki pocztowe z postanowieniem, ze najpóźniej jutro opuszcza Indie. Taki pomost miedzy tutaj i tam.
Samotna wedrowka do Starego Manali. Ostrozna, pelna jaszczurek po drodze, owiec i krow. Ostry kontrast pomiedzy nowa a stara czescia miasteczka. Nowe Manali, pelne hoteli, restauracji, ulicznego tlumu, samochodow, riksz i motocykli i stare Manali- ograniczone do szumu wody, odgłosu krow i owiec, powolne, spokojne, ciche. I przede wszystkim- piekne. Stare domy, pokryte luskami kamieni, z rzeźbionymi fasadami. Stare kobiety w tradycyjnych strojach w tradycyjny sposób koszacy trawe- specjalnie kutym sierpem. Starzy mężczyźni w tradycyjnych haftowanych czapkach i mlodzi chłopcy noszacy trawe w koszach plecionych z trzciny.
Tutejsze dzieci, pelne wyobrazni, bawia się kamieniami znalezionymi na drodze. Wyobrazaja sobie samoloty, samochody, lalki. Rozmawiaja z kamieniami, obracaja nimi na wszystkie strony, przykładają do twarzy, maja radoche jak nikt.
Z niemałym trudem ide pod gore, zdaje sobie sprawe, ze moja kondycja nie jest już taka dobra jak kiedys. Mijam ostatnie zabudowania starego Manali. Po kamieniach i skalach pne się coraz wyzej i wyzej. Oszalamiajace widoki motywuja do dalszej wędrówki. Kilka strumieni do przekroczenia wplaw. Niewielu turystow po drodze. Po godzinnym marszu, niespodziewanie, wylania się zielona polana. Stad ośnieżone szczyty Himalajow na wyciagniecie reki. Postoj. Raj dla oczu. Dla nog. Dla serca.
W drodze powrotnej kolejne szczyty, kilka świątyń po drodze, setki fotografii na pamiątkę. Obiad. Lyk zimnej wody.
Po poludniu pranie. Kapiel w miejscowych goracych źródłach. W lazni żywego ducha. Samotna, spozniona inicjacja. Na jednym z kamieni opodal ktos napisal- ‘możesz zapomniec Vashisht ale nie kapiel w jego goracych zrodlach’. Nie zapomne.
Chlodny wieczor. Ksiezyc dzis wyjatkowo zimny.

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

IN ENGLISH

  • 01/01/12
    1 stycznia 2012
    Boje sie Nowego Roku; to co zmienne i niepewne napawa mnie lekiem. Coraz czesciej lapie sie na tym, ze zyje w czasie przeszlym. Unikam planow na przyszlosc, narzekam na terazniejszosc. Przeszlosc to […]
kwiecień 2026
P W Ś C P S N
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930  
« lis    

Zaloguj się
© 2026 Bogdan Miklusz | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme