Pierwsi turyści budza się w schronisku kolo piatej. Wtedy ponoc najczystsza woda w goracych źródłach, najświeższe powietrze. Chwile pozniej budza się praczki i kucharki. Pierwsi wypełniają miski mydlinami, drudzy plynem do mycia naczyn. Turystow jak na lekarstwo, spia jeszcze smacznie po wczorajszej wodce.
Po sniadaniu wolnym krokiem idziemy w strone pobliskiego wodospadu. Zboczem, mijając stada krow i pasterzy przeskakujemy liczne kaluze i urwiska. Napotykamy grupki dzieci, porannych turystow i kilka bezdomnych psow. Wzdluz sciezki mijamy tez kilka malych restauracji prowadzonych przez zagranicznych turystow, którzy w okresie letnim odpoczywaja w cieniu Himalajow. W jednej z nich możemy kupic ruskie pierogi czy bliny, w innej meksykańskie nachos… Droga do wodospadu, choc stroma, nie sprawia nam problemow. W jednym miejscu musimy przekroczyc rzeke wplaw, ale porozrzucane gesto kamienie pomagaja nam dojsc do celu sucha stopa.
Tuz przed wodospadem docieramy do kamiennej świątyni. Na bosaka zagladamy w kazda szczeline, przeszukujemy swieta przestrzen centymetr po centymetrze. Kilkanascie metrow dalej spietrzona sciana wody szumnie uderza o skaly. Cieszymy się widokiem, odpoczywamy od gwaru Vashisht.
Po obiedzie kolejna wyprawa. Z Vashisht stroma sciezka do drogi miedzy Manali a Leh Potem już prosto do miasteczka, walczac z ulicznym kurzem i spalinami.
Manali to zaledwie trzydziestotysieczna miejscowość, lezaca nad rzeka Beas. To kosmopolityczne miejsce zasiedlone przez ludzi z calych Indii przyciągnęło tez wielu zachodnich turystow. I wlasnie dzieki turystyce mieszkancy maja co włożyć do garnka. Liczne hotele, pensjonaty, restauracje staly się nieodłącznym krajobrazem tego miejsca. Wg lokalnej legendy Manu, odpowiednik chrześcijańskiego Noe, zbudowal tu Arke Przymierza i dzieki temu ocalil te strone swiata przed całkowitym zalaniem. Do dzis, w Starym Manali, dwa kilometry na polnoc od miejscowości, zobaczyc możemy swiatynie poswiecona Manu, która odwiedzana jest przez wielu miejscowych jako wyraz szacunku i głębokiej wiary.
Obiad w lokalnej restauracji. Gratka dla podniebienia. Ciastko i herbata na deser. Agnieszka zaszywa się w labirynt miejscowych kramow z odzieza i zabawkami.
Powrot do Vashisht, choc meczacy, w dobrym humorze. Odpoczynek na werandzie hotelu. Szczesciarze, na wyciagniecie reki mamy gwiazdy i niebo.
