W południowo- zachodnim krańcu dukielskiego rynku stoi tablica informacyjna. Większość powierzchni zajmują klepsydry, świadectwa ludzi umarłych. Przy klepsydrach spotyka się codziennie więcej osób , niż w miejscowym kościele. O każdej porze dnia można tu usłyszeć dziesiątki indywidualnych historii o ludziach, którzy odeszli. Często odwiedzam to specjalne miejsce w południowo- zachodnim narożniku dukielskiej starówki, udaję przypadkowego przechodnia i notuję w pamięci najbardziej pikantne opowieści.
Piszę miniaturę Włos, od czasu do czasu wpatrując się w swoją wyłysiałą czuprynę przed lustrem, jakbym szukał inspiracji, jakiegoś punktu zaczepienia do tekstu. Metodą mapy skojarzeniowej buduję wątki, wkładając w nie całą jaskrawość treści.
W telewizji oglądam reportaż o księdzu tancerzu; przepiękna historia duchownego, który wprowadza taniec do kościoła, między człowieka a Boga, angażując miejscową młodzież w spektakl teatralny, wyznaczający przekaz ruchem ciała i rytmem muzyki.
Na obiad ziemniaki z surówką i z dużym kawałkiem smażonej kiełbasy myśliwskiej. Pyszna przekąska przed popołudniową drzemką.
Wieczorem przeglądam dzisiejsze gazety w salonie prasowym, zbliżając się do świata w szeleście papieru.
