Skip to content
Bogdan Miklusz
Menu
  • Home
  • BIO
  • Publikacje
  • Blog
  • Contact
Menu

23/09/10

Posted on 23 września 2010 by admin

Poranek z kawa i sniadaniem w świątyni. Deser ryzowy smakuje wyjatkowo. Herbata również. Powoli zegnamy się z miastem i ludzmi, prysznic, samosy na obiad, krotki spacer po starym Amritsar. Slonce dzis jakby wyzej, nie dokucza nam zbyt mocno. Rowerowa riksza jedziemy na dworzec autobusowy, zostawiamy za soba halas milionowego miasta, kurz i chaos poplatanych ulic. Co chwila zawieramy nowe znajomości- Az dziwi ze europejczycy ciesza się tak duzym zainteresowaniem tutejszych mieszkańców.
Po poludniu lokalnym autobusem udajemy się na wschod- do podnóża Himalajow- Manali. Przed nami prawie czterystu kilometrowa trasa przez Punjab i Himachal Pradesh. Jestesmy jedynymi turystami w autobusie. Mamy nie tylko największe bagaze, ale i największe powazanie. Wszyscy uśmiechają się do nas- ustępują nam najlepsze miejsca.
Podroz do Manali sama w sobie jest wielka turystyczna atrakcja. Tutejsi kierowcy z pewnością naleza do najlepszych na swiecie, potrafia prowadzic pojazd prawie z zamknietymi oczami. Poza tym sa odwazni, często podejmujac decyzje w ostatniej chwili, o krok od zagrozenia, o krok od tragedii potrafia wyjsc zwycięskim ruchem kierownicy. Punjab z okna autobusu wydaje się być zielona oaza- duzo tu Pol uprawnych- widac, ze większość mieszkańców to rolnicy. Droga, szczególnie na początku naszej trasy jest w dobrym stanie. Nie jest to może niemiecka autostrada, ale z pewnością nie przypomina drogi z Sanuali do Gorakpur czy drogi z nepalskiego Kathmandu do Pokary. W Una, malej miejscowość i na granicy Punjab i Himachal Pradesh jakość nawierzchni zaczyna się zmieniac. Na szczescie jest już na tyle ciemno, ze nie widzimy trasy, która jedziemy- od czasu do czasu czujemy jednak na wlasnej skorze kazda dziure w jezdni, każdy ostry zakret, szczególnie miedzy Una a Mandi, gdzie droga pnie się wysoko w gore, jest jednokierunkowa, a większość nawierzchni nie pokryta jest asfaltem. Mamy szczescie, ze jest ciemno, ze nie widzimy przestrzeni pod nami, ze brakuje nam zaledwie kilku centymetrow od runiecia w przepasc. W każdej minucie zdajemy sobie z tego sprawe. Czasem probujemy oszukac swoje emocje, zasnąć, przejechac te przestrzen w nieświadomości. Ostre hamowanie pojazdu przypomina nam o rzeczywistości, pozostaje wiec jedynie modlitwa o spokojna podroz- modlitwa która tu, u podnóża Himalajow nabiera szczególnego znaczenia.
Co kilka godzin autobus robi przerwe na herbate, toalete, wyprostowanie kosci. Na przypadkowe rozmowy z obcymi, którzy już po kilku minutach wydaja się wyjatkowo bliscy. Kazdego z nas laczy podroz, niezależnie od celu i długości trasy.

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

IN ENGLISH

  • 01/01/12
    1 stycznia 2012
    Boje sie Nowego Roku; to co zmienne i niepewne napawa mnie lekiem. Coraz czesciej lapie sie na tym, ze zyje w czasie przeszlym. Unikam planow na przyszlosc, narzekam na terazniejszosc. Przeszlosc to […]
kwiecień 2026
P W Ś C P S N
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930  
« lis    

Zaloguj się
© 2026 Bogdan Miklusz | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme