Tam i z powrotem. Głód wypowiedzi i brak słów. Na skrawku koszuli zawiazuję codzienność w mocny supeł. Czasem nie do rozsuplania.
Nigdy przedtem pisanie nie bolało tak mocno, nie pociło się tak mokro, nie krzyczało tak cicho. Nigdy przedtem rzeczywistość nie dawała tak w łeb.
Senność, marzenia we mgle; spisuję stan majątku na luznej, poszarpanej kartce. Jestem wart tyle ile niewart. Próbuję zbudować schody do Nieba pustymi rękami.
od brzegu do brzegu
serce pod prąd
[cwiczę pamiec na pamięc, rysuję przyszlosc rozowa kredka- tak trzeba- mówi matka, systematycznie wracam na ziemie przed zmrokiem, wyludzam czas z braku czasu, obserwuje prognoze pogody, chodze po liniach krzywych i prostych, zataczam kręgi, cierpie na brak tlenu we krwi, powietrza w zylach, blasku w oczach, slonca]
nie pisz juz wiecej.
ani mniej.
