słodko kończę dzień, zasługując na pajdę razowego chleba z masłem orzechowym. przegryzam zawzięcie każdą chwilę, oblizuję każdą sekundę kurczącego się czasu. takie moje ostatki przed jutrem.
w oknach gasną światła, łożka skrzypią od obolałych ciał, gdzieniegdzie wszyscy święci bawia się w chowanego, gdzieindziej ni żywego ducha.
w nocy topią się mury miasta. sny kłębią się jak mgła na ulicach, upiory maja ucztę jak nie pisał z antonycza.
kołysanka gintrowskiego pod językiem, na biurku niedokończony fragment uliczników, na podłodze rozrzucone szczątki ubrań.
w tajemnicy opuszczam ciało wieku.

Hmm..
jest w tym co czytam jakaś muzyka…
Serdeczności
Dziękuję.