Galeria handlowa Renoma we Wrocławiu otwarta jest codziennie do zmierzchu. Godzinami przesiaduję w Empiku, mając pod ręką cały świat. Tu nadrabiam zaległości czytelnicze, tu pogłębiam wiedzę, odpoczywam w wygodnym miękkim fotelu, gdy ból w krzyżu da o sobie znać, korzystam z automatu z kawą, gdy trzeba doprowadzić się do porzadku.
Na obiad wychodzę do pobliskiego baru mlecznego Miś, biorę zupę pomidorową i łazanki, po posiłku wracam z powrotem na trzecie piętro Renomy, gubię się między książkami, zanurzam w podróży wgłąb światów, zapominając, że istnieje jeszcze jakaś realna przestrzeń, jedyna do której należę i żaden poeta, filozof czy podróżnik tego nie zmieni. Choćby nie wiadomo jak bardzo się starał głos strażnika obudzi nawet z najgłębszego snu; oczom strażnika nie umkniesz, punktualnie o dziewiątej grzecznie wyprosi cię za drzwi.
Gdy zaczynam się nudzić, zwiedzam miasto, próbuję zliczyć wszystkie lokalne krasnale i gnomy, ale ich liczba co kilka miesięcy się zmienia, wydaje się, że skrzatom raczej demograficzny niż nie grozi. Spaceruję po starówce, albo dokarmiam łabędzie na Wyspie Piaskowej. Od czasu do czasu daję się namówić na jakiś uliczny pokaz, nie żałując oklasków.
Pod wieczór piechotą wracam na drugi koniec świata.
