Ich marzeniem jest podróż do Ameryki Południowej, za jednym zamachem chcą przeżyć wielokulturowy maraton w kilku krajach jednocześnie. Dorota, główny strateg wyprawy i Grzegorz, anioł pocieszyciel od jakoś tam będzie. Na razie mają bilet w garści i dużo planów, parę obowiązkowych szczepień i mnóstwo praktycznych informacji na czarną godzinę.
Grzegorz słucha mnie uważnie i notuje prawie każdą informację, za chwilę uzupełni moją wiedzę o parę drobnych szczegółów z internetu, o których nie miałem wcześniej zielonego pojęcia. Mam wrazenie jakbyśmy się znali od lat, odczuwam swoiste de ja vu, czuję, że już kiedyś się spotkaliśmy, być może w innym wcieleniu i roli.
Dorota opowiada o swoich pasjach; jest architektem, marzy o własnym biurze projektowym i domu za miastem. Z charakteru raczej powściągliwa i ważąca słowa, ale z drugiej strony otwarta na odmienne zdanie.
Między posiłkami rozmawiamy o podróżach, konspiracji w polityce, alternatywnym budownictwie, mniejszościach narodowych w Polsce, pedagogice wyzwolenia, filozofii wolności, działkach budowlanych w Beskidzie Niskim, a także umiejętnościach akrobatycznych brata Grzegorza, który przed paroma minutami wrócił z całonocnej imprezy, podekscytowany po tym jak zdobywał szczyty wrocławskich tramwajów.
Potem oglądamy film i zajadamy się waniliowym ptasim mleczkiem, nie ma jak ciepłe gniazdko na emigracji.
