Pociąg osobowy do Iławy. Pociąg osobowy do Torunia. Pociąg osobowy do Poznania. Pociąg osobowy do Wrocławia. Nowy Rok, spóźniony o kilkanaście dni, spędzam na przesiadkach. Nie mam pojęcia, która jest godzina; po prostu podążam za głosem z megafonu, bezdusznie zmieniam perony i stacje, wymieniając drobne na kawę i hamburgery, bezdomne wiersze na papier toaletowy. Jakby od niechcenia pokazuję bilet bez docelowego miejsca; jadę przed siebie, do następnej nocy.
Ludzie w wagonach zajmują się swoimi sprawami, milczą. Tylko dzieci wymykają się spod kontroli ciszy; im wolno otworzyć buzię, chwycić obcego za ucho, uśmiechnąć się na ościerz, przewrócić o własne nogi.
Postoje w szczerym polu otwierają dorosłym usta, nieokreślona, wyjęta z wszystkich map przestrzeń wprowadza niepokój, prowokuje do złości. Drażnią pytania bez odpowiedzi, bezczynność podwyższa ciśnienie. Gdy dzieci szukają przyczyn, dorośli krytykują skutki.
W Toruniu na próżno szukam dawnej piekarni, w której sprzedawano pyszne, olbrzymie drożdżówki. Zniknęli dawni przyjaciele ze Słowackiego, wyludniły się drogi, pełne osobistych historii z czasów, gdy tu jeszcze mieszkałem. Właściwie to nie mam tu po co wracać; mogę jedynie ucałować żabkę na starówce, może przemieni się ona nie tylko w księżniczkę, ale i zmieni bieg czasu, wstecz. Albo kupić kilka opakowań pierników, od samego Kopernika.
W Poznaniu przerwa na obiad, knysza i kilka pączków na deser dobrze mi zrobi; w restauracji Mc Donalds robię sobie rachunek z teraźniejszości, przeszłość i przyszłość nie istnieją. Liczy się tylko tu i teraz. Żaden organizer nie jest w stanie udźwignąć czasu.
Dzień kończę we Wrocławiu, przy peronie trzecim.
