Skip to content
Bogdan Miklusz
Menu
  • Home
  • BIO
  • Publikacje
  • Blog
  • Contact
Menu

06/02/11

Posted on 6 lutego 2011 by admin

Drobno zmielona kawa musi mieć odpowiednią konsystencję.  Krople muszą być na tyle gęste, by zawierały w sobie całą treść smaku. Nie powinny przepłynąć przez gardło niezauważone. Powinny raczej pozostawiać na języku przez wiele godzin, być strażnikami jasności umysłu przez większość dnia.

Niedzielny poranek ma w sobie coś ze święta. Nie muszę rąbać drzewa, czy nosić wody ze strumyka. Mogę się całkowicie obnażyć  przed samym sobą, rozkoszować widokiem z okna, zająć się zaległą lekturą, odrobić pisarską pracę domową. Mogę też nałożyć na siebie odświętne ubrania i udać się do pobliskiego kościoła na modlitwę- podążyć śladami tych, którzy robią to od lat. Zbyt wiele opcji wyboru prowadzi niestety człowieka do frustracji. Opanować wolność jest o wiele trudniej niż ją otrzymać.

Wiosna odsłoniła dziś przede mną ukryty kawałek świata. Rzeźby w kamieniu, liczne drewniane świątki porozrzucane wzdłuż i wszerz zagrody, nieznane fragmenty kalendarzy i pamiętników, stare rondle z przepalonym dnem, rozliczne pamiątki po starych mieszkańcach domu.

Wiosna wyprostowała zmarznięte palce, zdjęła czapkę z głowy, rozwiązała sznurowadła, wyzwoliła ptasi śpiew z zamarzniętego dotąd lasu. Wiosenne święto w samym środku zimy. Natura płata figle nawet najtwardszym porom roku.

Mogę dziś obciąć przydługie paznokcie bez pomocy płomienia świecy, wykąpać się, wyprać brudne skarpetki. Nie każdy rozumie nakazy religii tak samo.

Spaceruję przez kilka godzin wzdłuż drogi na Skorodne, zatrzymuję się przy murowanej kapliczce na krótki rachunek sumienia. Wkładam palec w sam środek Chrystusowej rany.

Od czasu do czasu mijają mnie samochody osobowe, machają przyjacielsko ręką kierowcy, obszczekują kundle, pozdrawiają sąsiedzi. Flirtuję z ptakami przedrzeźniając się z nimi na głosy. Próbuję wycisnąć nieprzyjemną krostkę na nosie, ale ona, jak na złość nie daje się zniszczyć.

Strumień płynie powoli, jak czas. Niesie ze sobą kępki traw i trącone wiatrem gałęzie, woda ma smak jasnobrunatny, od czasu do czasu przewracając się o przypadkowe kamienie stojące jej na drodze.

Szybki kisiel na obiad, do tego niemałe jabłko. Trochę płomienia ogniska, dla przyjemności.

Samotność jest o wiele łatwiejsza do zniesienia niż tłum. Znajomy od siedmiu boleści mówił, że nie mam racji, że to wyraz głębokiego egoizmu.

Dla niektórych samotność to udręka, sygnał opuszczenia i depresji. Samotność, która wyzwala, jest największym osiągnięciem Duszy.

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

IN ENGLISH

  • 01/01/12
    1 stycznia 2012
    Boje sie Nowego Roku; to co zmienne i niepewne napawa mnie lekiem. Coraz czesciej lapie sie na tym, ze zyje w czasie przeszlym. Unikam planow na przyszlosc, narzekam na terazniejszosc. Przeszlosc to […]
kwiecień 2026
P W Ś C P S N
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930  
« lis    

Zaloguj się
© 2026 Bogdan Miklusz | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme