Piszę niecodziennie, to widać. Widuję codzienność nieopisywalną, która zamiast mieścić sie w notesie, nie mieści się w głowie. Owa codzienność często rujnuje moje myśli, przykleja się do warg, zakleja je szczelnie, słowa stają sie niewypowiedziane, a zdania niedokończone.
Mam niemy syndrom. Za to nie brakuje mi oczu- patrzą to tu to tam, przyklejają sie do miejsc, ludzi i przedmiotów niecodziennego użytku. Bolą od przeczytanych książek, skadrowanych wydarzeń i zeza na wszystko.
Piszę niecodziennie. Dziś też jest niecodziennie, wiec piszę. Piszę między Początkiem i Początkiem, bo końca nie widać.
Zamyśliłem się. Jak zwykle. Myśli utkwiły w martwym punkcie, gdzieś między. Owe zamyślenia to rodzaj epilepsji- rzeczywistość pstryka ci palcami przed uchem albo daje plaskacza w twarz, z reguły pomaga. Z reguły wracam do siebie, staję na równe nogi, wyprostowuję się, maszeruję pewnie po ziemi. Z reguły zwyciężam myśli. Więc tak naprawdę nie muszę sie niczym przejmować.
Normalność wyprostowuje każde skrzywienie.
Koniec roku to koniec jakiejś historii. A może inaczej, koniec roku to koniec fragmentów jakiejś historii. Jak pisze Bogusław Jasiński w 741 numerze „Twórczości” : Z fragmentu tak naprawde nie może nic wynikać, bo nie daje i dać nie może gotowych odpowiedzi, skończonych diagnoz i analiz, a zwłaszcza żadnej całościowej wizji czegokolwiek.
Nie jestem wizjonerem. Nie potrzebuję dokonywać żadnych analiz czy poddawać diagnozom czegokolwiek. Koniec roku to dla mnie początek jakiegoś Innego fragmentu, Zycia od Nowa, na Nowo.
Chciałbym ten fragment przeżyć mądrze.
To takie egoistyczne życzenie noworoczne. Niecodzienne. Jak moje pisanie.
