Pobudka o piatej nad ranem. Cieply prysznic nie rozjasnia umyslu. Szybkie sniadanie okienne- kilka opakowan jogurtu, banan, troche szynki na chlebie tostowym. Rowerem z Crussow do Schwedt. Prawie dwadziescia trzy kilometry. Droga latwa, wzdluz dolnej odry, przez rezerwat. Ciezka czasem dysze pod gore wlokac cialo. W Schwedt nikt nie wie gdzie jest kosciol protestancki. Religia to skostniala masa nie dla mas. Z F.M. do granicy z Polska. Nikt nie pyta ile wodki w plecaku. Plecak pusty. Nie w te strone. W Krajniku do Szczecina przez Gryfino. Oferta studencka bogata. Otarlem sie o zebraka o wpol do dwunastej. Od wpol do pierwszej do siodmej wieczorem ze Szczecina do Gdanska. Spotkanie z A.S. Niezapowiedziane jakby na przekor. Nic to. Wielki hamburger na dworcu glownym rozbudza we mnie czkawke. Dworzec autobusowy zamkniety.
