Fotografia. Ze wszystkich – jedna dwa na trzy. Slowo nie ma roli. Chwyt jednakowy. Flesz. Kartka papieru A5. Zadziorne litery w tancu. Kierunek nieznany. Ja wiem- nie rozumiesz.
Oni. Coraz ich wiecej i coraz mniej Ciebie. Budujesz. Chwiejesz sie. Chowasz glowe. W sen. Organki milcza.
Kartka papieru A4. Zapoetyzowanie chwili. Zachwilowanie rany. Kawalki laki i piorko. Na szczescie. Guzik z petelka. Intratna iluzja. Troche zyciowej prozy. Niech ma. Olowek tez. Kresli slowa a przeciez- Wiersz na szczescie przez szczescie lgnie- Zawolalo sie. Organki nie zagraly.
Ja wiem- nie rozumiesz.
Puste miejsce na pustym stole zabliznilo sie. I. To juz nic. Zula Iskierka. Podaj reke. Podaj!
Kto pierwszy wskoczy w ogien?
Pozar
Niespodziewanie rozmowil sie na korytarzu drzwi w drzwi. Otworzyl.
Blizny
Opoznienie pociagu moze ulec zmianie
Zabordowialy czs. Zapijaczona noc. W umiarze. A.P. o glowie. Vidlitajucza holowa. Uratowalem. Kawalek. Fragment zyciorysu.
…..piekne to…wiesz…? Wolnosc…Jestes we mnie i wokól jestes, a jednoczesnie nie zaciskasz kurczowo, nie trzymasz, nie gniota sie moje przywykle do Swobody skrzydla… Potrzebuje Wolnosci jak koloru nieba, czy blasku gwiazd… Mysle, ze czujesz podobnie…
Nocny pociag do K. Starsza kobieta nasluchuje slow. Nie rozumie. Zart nie zapiety na ostatni guzik. Smiech. Spotkanie z J. Orgazm na pietrze pod oslona Ikon. Blizej Nieba. Blizej w gorach. Lody na patyku albo oranzada nie pamietam.Serek przesolony. Spotkanie z J., dzieciaki I matka. Boska ponoc. Od. Na Jaworzynie zwietrzale kanapki. Tatry z burta. Glowa boli od Nieba. Piecze czas. Osobno przed switem. Ten jeden raz. Ja Ci mowie,ze ten G.S. to dziwak. Ty milczysz.
Ja wiem- nie rozumiesz
Laki. Kawalek na sciezce do L. Oczy bola. Ukradniesz trawy do wlasnej kolekcji. W L. spotkanie z A.D. Pozna muzyczna sjesta z M.CZ. Cicha noc, nie wypite piwo, milczec znaczy tyle co nie narzekac. Lub odwrotnie. Pociag z G. do . Czas gdyby umial stanac w miejscu. Zagoniony. Piszesz wiersz juz napisany:
nad sladami stóp
naszych schylona
oslaniaj
powietrzem zdziwione dlonie
od gzygzaku
zmij
troskliwie ukladaj
pijane rzesy do
snu
spiewnie gloski otulaj
kiedy do siebie idac – –
– milkniemy
Madonno
z beskidzkiej ikony
Opoznienie pociagu moze ulec zmianie
W Cz. rozpieci pod drzewem B.M. Sniadanie, obiad, kolacja czasem po schodach. Spotkanie z J.D. , D. SZ. W sklepie spozywczym lody. Tyle wiem. Deszcz. Dragonskie rozmowy. A ty sie boisz wracac do P.
Wpol drogi. Wyboje. Wgryzamy sie w siebie. W pyl. Dzieciaki graja w pilke nozna co jakis czas rwac nasze Niebo na kawalki. Tlusta konserwa tyrolska i chyba hod dogi. Jezioro zywe, bo nie tkniete ludzka stopa. W obskornym barze miejscowy poeta pisze o mnie wiersz. Pociag osobowy do K. nie odjedzie o godzinie 12-tej. Zasne na lawce do wpol do drugiej.
Albo ciasny korytarz. Za oknem rwacy deszcz. Ten egzamin zdam bez slowa. Zbyt mocny makijaz zmywasz kilka godzin pozniej.
Ja wiem- nie rozumiesz.
W P. jezioro. Mokra sukienka, osowiala noc. Sperma pachnie dzis woda. Ja nie umiem plywac.
Nie nawidze P. Nie cierpie Morrisona. Ukladasz sie miedzy ciasna wyzarta przez mole przeszlosc. Ja trace cierpliwosc. Ale pamietasz- lzy, wodka chyba absolut albo weselna. Uciekam. Nad Malta musialas powiedziec o B.Cz., D.J. i… jeszcze sikac mi sie zachcialo w dodze powrotnej i tylko odwrocilem sie na piecie. Twoj Morrison narysowal mnie ze zlajdaczala twarza.
W K. Twoja siostra placze. Ty piszesz: Daleko
W Z. pierdolony czas. Chociaz tyle
I jeszcze spotkanie w L.K. Wspomnialas K. i jeszcze kogos przeciez. Ty do P. Ja do T. Slowa, slowa, slowa. Urwane wpol. Gwizdek.
Plus listy powrotne plus jakas nadzieja ulotna plus
Pociag osobowy wjechal na tor przy peronie
Ja wiem- nie rozumiesz
