Skip to content
Bogdan Miklusz
Menu
  • Home
  • BIO
  • Publikacje
  • Blog
  • Contact
Menu

Glebelands Market Garden

Posted on 26 marca 2003 by admin

To byla nagla decyzja- wziac sie w garsc, przelamac strach, udusic w sobie niepwnosc, rzucic sie w gleboka wode, wyjechac… do Anglii.Pomysl zrodzil sie podczas niewinnej libacji alkoholowej u P.O., gdzie lala sie wodka zoladkowa, przy akompaniamencie ukrainskich piesni partyzanckich. Potem bylo wypelniania aplikacji, najpierw po polsku, potem po angielsku. To nic, ze angielski w gebie marny, przekornie zanotowalem, ze komunikatywny, to na wypadek jakby ktos mial jakies obiekcje. List motywacyjny napisala mi O.L. podczas cwiczen z Metodologii nauk humanistycznych, prowadzonych przez niejakiego P.M., prawie rowiesnika, ktorego prawie tez traktowalem jak.
A potem zaczelo sie aktywne poszukiwanie odpowiedniego projektu- przewinela sie Grecja dla poszukiwaczy zyl wodnych co pachnialo zlowrogo, wiec odrzucilem, potem Hiszpania dla odwaznych- praca z psychicznie chorymi, ale nie znalem hiszpanskiego wiec odrzucilem tez.
Glebelands pojawil sie jakby na koncu drogi- prezes Miedzynarodowego Centrum Camp Rodowo, dawal mi do zrozumienia, ze to projekt ekologiczny, a wiec grabki i lopatka, a ja umysl humanistyczny, filolog z wyksztalcenia, wiec moze to byc ryzykowna decyzja. I wtedy pomyslalem sobie, ze dlaczego nie, moglbym sobie przeciez na tym projekcie poprawic stan umiesnienia, uzdrowic swoje szare komorki na swiezym powietrzu i tak dalej, i tak dalej. No wiec decyzja padla szybko- biore ten projekt.

Lecz zanim ruszylem na podboj Anglii, kilka razy bylem informowany, ze sa problemy, ze Bruksela daje przyslowiowej dupy, ze organizacja goszczaca nie dopelnila formalnosci, w koncu… ze organizacja wysylajaca nie ma pieniedzy by mnie wyslac za morze. Jednak dwa tygodnie przed planowanym startem projektu wszystko sie omienilo. Okazalo sie ze Bruksela jednak naprawila swoj blad, ze organizacja goszczaca zdazyla przeslac wszystkie formularze do podpisu, w koncu, ze chociaz organizacja wysylajaca ciagle z dziurawa kiesa to jednak postanowili dac mi szanse. Nie kazdy filolog chce byc ogrodnikiem, wiec 'niech mu tam’.

Pierwszy raz na lotnisku Okecie w Warszawie. Pracownik odprawy paszportowej zapytal czy pierwszy raz lece, wiec mu odpowiedzialem, ze oczywiscie pierwszy raz lece, a co wygladam na kogos kto sobie funduje codzienne wycieczki lotnicze? Pracownik odprawy paszportowej zapewnial, ze bede mial niesamowite wrazenia z podrozy. W samolocie rzeczywiscie mialem niesamowite wrazenia, ale zupelnie nie zwiazane z lotem. Oto bowiem doszedlem do wniosku, ze im blizej Manchesteru (tam mialem realizowac swoj projekt), tym moj angielski jest slabszy, wertowalem wiec rozmowki, slowniki, notatki, uczylem sie na pamiec sentecji powitalnych, nazw warzyw i owocow, i jakby nie wierzac we wlasna pamiec probowalem tez przypomniec sobie jak sie nazywam. Wspolpasazerowie z zaciekawieniem patrzyli na moje lingwistyczne wyczyny na pokladzie Embrayer i przyjaznie usmiechali sie do siebie.

Na lotnisku w Manchesterze kolejne problemy- angielski pracownik imigracyjny nie mogl uwierzyc, ze w ogrodzie mozna pracowac w charakterze wolontariusza, nie mogl tez uwierzyc jak to mozliwe, ze Polak zamiast do czarnej roboty jedzie do roboty legalnej i do tego pracowac za darmo.Angielski pracownik imigracyjny potrzebowal czas, by to wszystko jakos zgrabnie poukladac w zwarta calosc, przetrawic i zrozumiec. Trwalo to jakas godzine, co mnie prawde mowiac nie dziwilo, zawsze mialem watpliwosci co do inteligencji Anglikow.

W hali przylotow czekala Lesley oraz Adam z kartka z moim imieniem, wysoko podnoszac glowy w poszukiwaniu zguby. Z ledwoscia wydukalem wyuczone zdanie- 'Nie mowie po angielsku zbyt dobrze’, a oni jakby nigdy nic zapewniali, ze ich angielski tez nie jest najlepszy, a do kapusty i tak przeciez nie bede gadal. Lesley, irlandka z pochodzenia od razu wydala mi sie dziwna, wygladala na anorektyczke, nogi jak patyki, rece jak patyczki, nie inaczej Adam 'nic ino skora i kosci’.

Zamieszkalem w islamskiej dzielnicy Manchesteru. Dostalem wlasny pokoj, byl duzy, nasloneczniony, nic do zarzucenia.
Pierwszy dzien w Glebelands Market Garden rozpoczal sie o siodmej trzydziesci- na sniadanie platki i musli, chleb z dzemem, herbata oczywiscie z mlekiem. A mleko oczywiscie sojowe. I to bylo pierwsze moje zaskoczenie podczas pobytu w Manchestrze. Okazalo sie bowiem, ze zamieszkalem z weganami, ktorzy nie pija krowiego mleka, nie jedza jajek, nabialu, miesa, nie uzywaja cukru. Tego nie bylo w opisie projektu, ktory otrzymalem w mojej organizacji wysylajacej.

Okolo osmej wyjechalismy do pracy w ogrodzie, siedem kilometrow od miejsca mojego zamieszkania, na obrzezach Manchesteu, w Sale. W samochodzie Lesley, moja irlandzka tutor z wygladem anorektyczki, poinformowala mnie, ze dostane rower i na tym rowerze codziennie dojezdzac bede do pracy. W koncu moge przeciez pokonac siedem kilometrow na rowerze bez przeszkod. Na pytanie, czy nie lepiej kupic mi miesieczny bilet autobusowy, Lesley odpowiedziala, ze jest to niemozliwe, poniewaz Glebelands nie ma na to odpowiednich funduszy. To bylo zaskoczenie drugie.

Ogrod mial hektar powierzchni, polozony byl nad rzeka w ciekawym i milym otoczeniu. Lesley oprowadzila mnie po szklarni, zapoznala z planami siewu i zbioru warzyw, dala kombinezon roboczy i kazala wyczyscic powierzchnie z kamieni. Ogolnie wywiozlem ponad czterdziesci taczek. Ale to nie bylo zaskoczenie trzecie.

W Glebelands Market Garden wykonywalem wiele prac- przekopywalem ziemie, sadzilem warzywa, przygotowywalem dostawy do miejscowych sklepow ze zdrowa zywnoscia. Wykopalem tez oczko wodne, przesadzilem zywoplot, przygotowalem sciezke ogrodowa. Raz w tygodniu pracowalem w sklepie, gdzie pakowalem muesli, rodzynki, zmywalem naczynia, sprzatalem powierznie magazynowa i reszte sklepu, czasem sprzedawalem na targach zdrowa zywnosc.Pracowalem tez nad strona internetowa organizacji goszczacej. Praca byla ciezka, ale nie narzekalem z tego powodu.

W drugim tygodniu mojej pracy zapytalem Lesley, czy wie cos na temat mojego kursu angielskiego. Ta z oburzeniem odpowiedziala, ze nic jej nie wiadomo o kursie. I tu zdziwilem sie po raz trzeci. Kurs jezykowy to jeden z najwazniejszych obowiazkow ciazacych na organizacji goszczacej. Ze zdziwieniem przyjalem odpowiedz Lesley i jej brak kompetencji. Udalo mi sie jednak wywalczyc lekcje angielskiego. na poczatku drugiego miesiaca mojego pobytu w Glebelands Market Garden rozpoczalem szlifowac moj angielski w Adult Education Center, collegu usytuowanym w Crumpsall, na polnocy Manchesteru. Od miejsca mojego zamieszkania dziewiec kilometrow, od miejsca pracy szesnascie. Kiedy po raz kolejny zapytalem o bilet komunikacji miejskiej, znowu otrzymalem negatywna odpowiedz. Do collegu wiec jezdzilem rowerem. Codziennie pokonywalem 32 kilometry w dwie strony, codziennie padalem wycienczony.

Na kursie dla nowych wolontariuszy w Manchester poznalem kilka osob, ktore podobnie jak ja mieszkaja w Manchesterze. Byly to naprawde cudowne osoby z ktorymi, pomimo zmeczenia, staralem sie pozniej spedzac jak najwiecej czasu. czesto organizowalismy wspolne party, chodzilismy razem do pubow, kina, milo spedzalismy wspolnie czas.
Pewnego dnia zostalem zproszony na hiszpanskie party w poludniowo- wschodnim Manchesterze. Temperament mam raczej poludniowca, wiec dlugo nie dawalem sie prosic. Oczywiscie wybralem sie na nie rowerem, bo jakze inaczej. Zostawilem go przed drzwiami i dolaczylem do imprezujacych osob. Bylo karaoke, tance, hiszpanskie flamenco oraz hiszpanski omlet, ciasto i naprawde niesamowita zabawa. I wtedy ukradziono mi rower. Dlugo nie moglem w to uwierzyc, ze w Anglii sa mozliwe takie rzeczy, ale jak sie okazuje Anglia wcale nie nalezy do krajow mlekiem i miodem plynacych. Nieszczesciem byl fakt, ze rower nie byl moja wlasnoscia, a mojej tutor, ktora dostala doslownie bialej goraczki, gdy sie dowiedziala o kradziezy. Zarzadala rekompensaty finansowej, ale nigdy jej nie otrzymala.

D
wudziestego trzeciego grudnia, Lesley, moja tutor poinformowala mnie, ze moj projekt dobiegl konca. To nic, ze mial trwac dwanascie miesiecy, to nic, ze o tej decyzji wiedziala tylko angielska narodowa angielska, ktora postapila wbrew prawu nie informujac o tym fakcie Narodowej Agencji w Polsce, ani organizacji wysylajacej. 24 grudnia czekala mnie inna niespodzianka. 24 grudnia, a wiec wigilia Narodzenia Chrystusa. Okazalo sie boweim, ze moi gospodarze nie maja w zwyczaju przygotowywac kolacji wigilijnej, z reguly ida do restauracji i kupuja tam kolacje. Pierwszy raz w zyciu spedzilem wigilie przy pustym stole, bez potraw i bez ludzi wokol. Plakalem pol nocy jak dziecko, az w koncu wzialem sie w garsc.

Glebelands Market Garden po raz kolejny zglosilo chec przyjecia wolontariuszy. Projekt zostal zaakceptowany przez Unie Europejska oraz angielska Narodowa Agencje. Opis dostepny jest pod adresem Podczas projektu poznalem mnostwo wspanialych osob, ktorzy wspierali mnie w trudnych chwilach. bardzo dziekuje za to Pilar z Madrytu, Lorenie z La Coruni, Xemie z madrytu, Giuseppe z Triestu, Tomako z Tokio, oraz Clair Brown z Everything Possible oraz wielu osobom, bez ktorych moj czas w glebelands market garden bylby stracony.

Podczas mojego partycypowania w projekcie pracowalem sam, bylem pierwszym wolontariuszem w tej organizacji.
Mimo wszystko duzo sie tam nauczylem i otrzymalem pozyteczne lekcje zycia.

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

IN ENGLISH

  • 01/01/12
    1 stycznia 2012
    Boje sie Nowego Roku; to co zmienne i niepewne napawa mnie lekiem. Coraz czesciej lapie sie na tym, ze zyje w czasie przeszlym. Unikam planow na przyszlosc, narzekam na terazniejszosc. Przeszlosc to […]
kwiecień 2026
P W Ś C P S N
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930  
« lis    

Zaloguj się
© 2026 Bogdan Miklusz | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme